22 maj 2017

JAK ZAARANŻOWAĆ MAŁY BALKON - DREWNIANE ELEMENTY GUMI TARAS

Mieszkamy w starym, trzydziestoletnim bloku. W trakcie naszych zmagań z zastaną przestrzenią kompletnie nie chcieliśmy ingerować w rozkład pomieszczeń. Wiedzieliśmy, że  wiązałoby się to wszystko z totalną demolką. Wobec tego pokoje mamy małe, czasem dość nieustawne: "kiszki" i "tramwaje". Zaakceptowaliśmy to co mamy, bo jeśli nie można mieć wszystkiego to przecież nie warto się "biczować".

Z dużego pokoju, który szumnie określam "salonem" wychodzę wprost na mały balkon( 100x230 cm). O balkonie piszę średnio raz w roku, kiedy w sieci "huczy" od balkonowych inspiracji. W ciągu dziesięciu lat, ta przestrzeń zmieniła się całkowicie. Dawno temu było to miejsce gdzie wynosiło się kompletnie niepotrzebne rzeczy( coś na kształt graciarni na wolnym powietrzu). Kiedy wpadłam w szał mieszkaniowych metamorfoz, opróżniliśmy balkon z zalegającego"badziewia".  Wymieniliśmy na nim stare, zużyte płytki, a na bocznych barierkach powiesiliśmy wiklinowe osłony. Zrobiło się zdecydowanie przytulniej. Zawsze jednak dążyłam aby balkonowi nadać "pokojowego" klimatu.



SHARE:

7 cze 2016

JAK ZAGOSPODAROWAĆ MAŁY BALKON ??

W tym roku nie spieszyłam się z wprowadzaniem zmian na balkonie.
Na początku kwietnia pogoda nie nastrajała do działania na zewnątrz( padało i padało), a potem cierpiałam na niedobór wolnego czasu.
Z niecierpliwością czekałam na drugi, długi majowy weekend, który pozwoliłby stworzyć na balkonie przytulany kącik. Doczekałam się !!!


W zeszłym roku na naszym balkonie zagościła drewniana podłoga GUMITARAS. Nie zaolejowaliśmy jej przed zimą i  po najzimniejszej porze roku nie wyglądała zbyt dobrze. Nie dość, że była brudna ( co jakoś nikogo nie powinno dziwić, bo podłoga nie była myta przez blisko pół roku), to na całej powierzchni  widać było przebarwienia po doniczkach. 
Priorytetem stało się więc nałożenie oleju na podłogę.




Na początku, za pomocą gąbki i twardej szczotki oraz specjalnego mydła do podłóg olejowanych dokładnie zmyłam podłogę. Czynność powtarzałam trzy razy .Po  dwu godzinach spędzonych na kolanach zaczęłam się cieszyć, że mój balkon nie ma większych gabarytów. Ponieważ mieszkamy w bloku i trochę mnie obchodzi co pomyślą sąsiedzi, kiedy woda kapie na ich głowy; użycie myjki ciśnieniowej nie wchodziło w grę.

Po wyczyszczeniu podłogi zabrałam się za olejowanie. Za pomocą pędzla nakładałam olej na deski, a nadmiar ścierałam szmatką, w porównaniu do mycia BAJKA. Drewno spragnione pielęgnacji chłonęło olej niczym gąbka. Na zdjęciu po prawej mamy fragment podłogi po nałożeniu oleju, a po lewej podłogę przed olejowaniem. Widać różnicę ;-)



Po wyschnięciu oleju tak prezentuje się nasza podłoga. Wszelkie przebarwienia zniknęły, a powierzchnia wygląda jak nowa ;-). To oczywista oczywistość, że drewniane podłogi tarasowe dobrej jakości to produkty na lata. Jeśli kupując drewnianą podłogę myślicie, że to podłoga, którą wystarczy pokryć olejem raz na pięć lat,  to jesteście w głębokim błędzie. Wiedziałam, że w jej utrzymanie trzeba będzie włożyć trochę trudu więc wszelkie zabiegi pielęgnacyjne nie są dla mnie zaskoczeniem.


Kiedy podłoga była gotowa można było przystąpić do dekorowania balkonu.
Pownosiłam stare skrzynki i wykonaną przez Męża ławeczkę, bo sprawdza się doskonale.
Jednak, żeby odrobinę zmienić aranżację dwie skrzynki pomalowałam na biało, tak jak ławeczkę po przeciwnej stronie balkonu.



W tym roku zaprosiłam na balkon: sukulenty, hebe, trzmielinę, goździki. Mam też szałwię, która jest rośliną wieloletnią i w kwietniu suchy badyl zaskakuje mnie zielonym odrostem, z którym czuję się sentymentalnie związana. Zrezygnowałam z ziół, bo w zeszłym roku musiałam walczyć z plagą mszyc, które je zaatakowały. Po kuracjach chemią(ekologiczne metody zwalczania zawiodły)mogłam zapomnieć o dodawaniu ich do potraw. W tym roku stawiam  na roślinki, które po okresie letnim przeniosę do domu, a w następnym roku znów wyniosę na zewnątrz. Będzie to zdecydowanie inwestycja na lata.









Tak wygląda druga strona balkonu. Ta sama ławka ale pomalowana na biało...a nowością jest składany stołeczek z sieciówki, który służy za stoliczek. Stoliczek marokański, który robiłam w zeszłym roku TUTAJ,  pozostawiony na zimę, na balkonie nie przetrwał próby czasu.


Te zdjęcia, robione z  parapetu, pokazują jak niewielki jest balkon. Nie narzekam jednak na jego wielkość, bo nauczyłam się " wyciskać" ile się da z tego co posiadam.



Równie ważne jak rośliny są dla mnie  także tekstylia i dekoracje. W tym tekstylia kupiłam w H&M Home. Szczególnie cieszę się z z dywanika ze specjalnej plecionki odpornej na wodę. Poduszki na ławkę udało mi się kupić w okazyjnej cenie 20 zł/szt, a wpasowały się tutaj idealne.




W tym roku nie korzystałam tylko z gotowych produktów. Girlandę z drewnianych kulek zastąpiłam własnoręcznie uszytą girlandą z lamówki i bawełny dresowej. Bawełna ma to do siebie, że się nie pruje i nie ma potrzeby jej obszywać. Wystarczyło więc wyciąć z materiału trójkąty i połączyć z lamówką...zajęło mi to nie więcej niż trzydzieści minut. Taka odrobinę niedbała wersja tej ozdoby bardzo mi tutaj pasowała.


Domalowałam sobie także doniczki z buźkami. Nie wiem dlaczego,  ale mam szczególną słabość do ich męskich wersji. Na balkonie zawitali właśnie trzej "przyjaciele z boiska". Jeśli macie ochotę stworzyć podobnych, a nie wiecie jak się za nich zabrać instrukcję podaję TUTAJ.






Całą aranżację dopełniłam drewnianą tablicą wędrowniczką ( bo była już praktycznie w całym mieszkaniu) od CZARY Z DREWNA. 


Na balkonie  najprzyjemniej jest wieczorem, kiedy to zapalamy światełka.
W tym roku nie uświadczycie na nim żadnych świec...podstawowym źródłem światła jest lampion zrobiony z okrągłego wazonu i sznura diod od COTTONOVE LOVE( na baterie)  oraz sznur diod na czarnym kablu z IKEA ( na baterię słoneczną). Lampki mają barwę ciepłą.




Już dawno zauważyłam, że choćbym bardzo chciała nie ma szans, żeby wyszła mi aranżacja iście skandynawska...biel zawsze łamię jakimś ciepłym odcieniem ;-).

Jak się Wam podoba ta wersja balkonu??
Miłego dnia i wspaniałego tygodnia.

OLA

SHARE:

29 cze 2015

Drewniana balkonowa podłoga - TARAS GUMI

Mieszkamy bardzo blisko jednej z najruchliwszych ulic miasta,  
w starym czteropiętrowym bloku. A mimo wszystko możemy cieszyć się względną ciszą i spokojem.
Między blokami jest "oddech", mamy więc namiastkę prywatności. Przez lata małe drzewa  urosły i odgradzają nas od ulicznych sygnałów, o świcie budzą mnie: dzięcioły, kosy, wróble, szpaki i słowiki.
Nawet teraz kiedy piszę do moich uszu docierają ptasie trele.
Nie mamy tutaj wybetonowanych podwórek, a ja  z przyjemnością patrzę na równo przycięte trawniki poprzecinane wąskimi alejkami.
Dlatego pewnie znacznie łatwiej odnaleźć mi się w miejskiej dżungli.

Poranki i popołudnia spędzone w korkach rekompensuje mi zieleń.
Nie umiałabym już chyba żyć bez niej. 
Kiedy tylko się da uciekamy do letniego domu, który tonie w zieleni.
A w mieście nawet jeśli " trafiło się" zielone otoczenie mieszkania
chciałam ten kolor przenieś także do wnętrza, cieszyć się nim bez potrzeby opuszczania lokum w ciągu tygodnia pracy, 
wryć się w przyrodę na zewnątrz i stać się jej częścią

Potencjał mojego małego balkonu dostrzegłam kilka lat temu.
Wymieniłam posadzkę, posadziłam kilka kwiatów i ziół
Było lepiej ale chciałam o wiele więcej.

Marzył mi nie balkon ale  pokój  tylko dla mnie - azyl.
Miejsce gdzie będę obcować z zielenią,
gdzie będę ładować akumulatory po ciężkim dnia, 
gdzie w spokoju wypiję herbatę słuchając ptasich treli i gdzie wieczorem nacieszę oczy blaskiem świec.
W naszym małym mieszkaniu nie mam swojej pracowni,a  podział pomieszczeń nastąpił automatycznie: Franek rządzi w pokoju dziecięcym; mąż w sypialni, ja zaadaptowałam na swoje potrzeby jadalniany stół.
Jednak przy jadalnianym naprawdę kiepsko się wypoczywa,
stworzenie na balkonie miejsca tylko dla mnie było wręcz niezbędne.



 Miłość do drewna mam w genach.
Mój dziadek był stolarzem pasjonatem, pamiętam ferie i wakacje spędzane przy  jego stole stolarskim, wśród cudnie pachnących drewnianych odpadków. Pamiętam malutkie mebelki dla lalek budowane z drewnianych deseczek i swoje pierwsze drewniane konstrukcje.
Uwielbiam w drewnie jego trwałość i estetykę.
 Nie wyobrażałam sobie, żeby mój balkon pozbawiony był tego materiału.
Drewniane skrzynki, drewniana ławeczka, drewniany blat stołu, girlanda z drewnianych kulek i od niedawna drewniana podłoga - wszystko to pozwoliło zrealizować marzenie.

Po przekroczeniu progu drzwi balkonowych moja goła stopa nie trafia już na zimną gresową płytkę(
o ile w dni słoneczne nie było ta takie tragiczne doświadczenie, to w zimniejsze musiałam ratować się butami - należę do osób, które za pantoflami nie przepadają)), a na  ryflowaną jesionową, ciepłą podłogę. Granica między dwoma pomieszczeniami ( salonem i balkonem) została zatarta, a balkon stał się integralną częścią mieszkania.


Nowa balkonowa podłoga to  TARAS GUMI  - produkt Firmy Drewex.
Ułożenie jej na naszej niewielkiej powierzchni zajęło mi jedno popołudnie i przypominało zabawę klockami Lego. Drżącymi rękoma rozrywałam kolejne paczki z częściami układanki. Z niecierpliwością z jaką moje dziecko otwiera kolejne woreczki nowych zestawów,
budowałam według schematu doskonale spasowaną balkonową powierzchnię.
Klocek po klocku, deska po desce. 
Antypoślizgowe, gumowe łączniki zastąpiły wkręty i gwoździe.
Jedynym "narzędziem" użytym przy układaniu podłogi była para rąk ;-).
Wszystkie części układanki znalazły swoje miejsce na moim balkonie,
zostało tylko kilka nadprogramowych łączników i foliowe opakowania. 


Ciężar i grubość klepki daje poczucie solidności, a jesionowe drewno, wykończone olejem sprawia bardzo przyjemne wrażenie. Jestem od lat użytkowniczką  olejowanej werandy w naszym letnim domku więc mam świadomość, że taki rodzaj wykończenia  wymaga odpowiedniej pielęgnacji  ale gwarantuje jednocześnie piękny wygląd drewna i trwałość przez lata.
Dobrze zaolejowane drewno nie  wchłania wilgoci więc doskonale nadaje się na konstrukcje "pod chmurką". Od dwu dni patrzę jak moja podłoga moknie na deszczu i wcale nie napawa mnie to strachem ;-). Przecież produkt dobrej jakości broni się sam, a z pewnością TARAS GUMI można do takich zaliczyć. 


Ułożenie podłogi wymagało całkowitego "wyczyszczenia" balkonu z dekoracji.
Pusta przestrzeń pozwoliła mi nieco inaczej spojrzeć na małą przestrzeń.
W ruch poszły pędzle i farby, pojawiły się nowe pomysły.
Z czegoś zrezygnowałam, a coś dołożyłam.
Aby nieco poprawić proporcje kącik wypoczynkowy i kącik roślinny zorganizowałam po  dwu przeciwległych stronach balkonowej powierzchni

W jednej części postawiłam drewnianą ławkę, wraz z niewielkim balkonowym stoliczkiem, o którym pisałam TUTAJ. Ławeczkę zarzuciłam siedziskami z trawy morskiej i tekstylnymi poduszkami własnoręcznie barwionymi. Czernie, szarości, brązy, zielenie stały się pięknym tłem dla żółci, której kropla zagościła także na moim balkonie.
Mam świadomość, że nie wszystkim ta kolorystyka będzie odpowiadać.
Ja jednak na moim balkonie całkowicie odpoczywam i czuję się wyśmienicie.





W razie potrzeby trawiaste siedziska lądują na podłodze. Kiedy zapraszam na balkon Franka możecie zastać nas w parterze, nie ma przecież  nic wspanialszego niż zabawa na podłodze.W tej części swoje miejsce znalazł  czarno szary dywanik. Dzięki drewnianej podłodze pełni teraz tylko i wyłącznie funkcje dekoracyjną, kilka tygodni wcześniej miał za zadanie chronić nasze stopy przed zimnem.



Po przeciwległej stronie balkonu znajduje się część roślinna. Na starych skrzynkach postawiłam szałwię, rozmaryn, chryzantemy, . W mniejszych i większych doniczkach. To zróżnicowanie wzorów, kolorów, faktur tworzy mariaż doskonały. Trochę się obawiałam, że różne odcienie brązów: brązy na doniczkach i ciepły odcień olejowanej podłogi " nie zagrają" na tak małej przestrzeni. Według mnie jednak razem wyglądają wyśmienicie.



 

W tym roku po raz pierwszy wykorzystuję parapet. Po lekkim odświeżeniu stał się miejscem gdzie wyeksponowałam kolejne doniczki i metalowe ozdobne lampiony. Pamiętacie przecież doskonale, 
że mój balkon miał mieć nieco orientalny charakter.



A wieczorem...cieszę oczy jednym z najcudowniejszych balonowych widoków. Ciepłe brązy, pomarańcze, żółcie, szarości...teatr światła i cieni na  ścianach. Cisza wokół i wszechogarniające uczucie szczęścia. I chociaż jeszcze nie tak ciepło na zewnątrz jak bym sobie życzyła, to otulona w  koc i z herbatką na wyciągnięcie ręki mogłabym spędzić w moim malutkim azylu chociażby całą noc. 
Miłego dnia dla Was i pięknego tygodnia 

OLA



Post powstał przy współpracy z Firmą DREWEX - producentem drewnianych tarasów GUMI do samodzielnego montażu.

 

SHARE:

23 cze 2015

BALKONOWY STOLICZEK W MAROKAŃSKIM STYLU

Mój blog obfituje ostatnio w projekty DIY.
Każdy z nich wykorzystuję w swoim mieszkaniu lub letnim domku, 
nie tworzę ich specjalnie na potrzeby bloga, a efekty moich poczynań nie lądują na dnie szafy. 
Cieszę się z każdej własnoręcznie wykonanej rzeczy z tych większych ale także tych całkiem malutkich.
Staram się aby każdy projekt był łatwy i możliwy do wykonania przez moich Czytelników.
Nie ukrywam, że najbardziej cieszą zdjęcia z Waszych realizacji moich projektów i świadomość,
że jestem dla kogoś inspiracją.
Dzisiaj zapraszam Was na kolejny z balkonowych postów.
Do wykonania balkonowego stoliczka wykorzystałam ikeowski taboret MARIUS( a właściwie jegometalowe nogi),kawałek bukowego blatu( pozostałość po jakimś remoncie) oraz własnoręcznie wycięty szablon.



W zeszłym roku na balkonie stał przez chwilkę nocny stoliczek z  sypialni ale po pierwszym deszczu poszłam po rozum do głowy i wrócił pod dach - zdecydowanie wilgoć nie służy woskowanym meblom - przypuszczałam, że tak będzie ale potrzebowałam dowodu ;-).
W tym roku zamarzyło mi się coś nisko kosztowego, 
co bez żalu po sezonie w trudnych warunkach ( słońce i deszcz) mogłabym 
nawet wyrzucić...lub przerobić w zależności od rodzaju zniszczeń.
Kiedy zobaczyłam taboret MARIUS od razu wiedziałam, 
że pod względem rozmiaru będzie na mój balkon idealny( cena też była nie bez znaczenia - 15 zł to nie majątek ;-))
Nie zdecydowałabym się na klasyczny, wysoki balkonowy stolik, aby nie zagracać i tak niewielkiej przestrzeni.
Stołeczek, na który w razie potrzeby można odłożyć książkę, kubek lub kieliszek w zupełności mi wystarczy.
Siedzisko krzesła to plastik, a ponieważ jest to materiał, 
który działa na mnie drażniąco, 
zdecydowałam się na jego wymianę - zwłaszcza, że kilka dni wcześniej w piwnicy wyszperałam malutki kawałek (32x32 cm) bukowego blatu.
Po przemalowaniu blatu na czarno( tak aby mój mały projekt pasował do balkonowej wizji) 
postanowiłam odbić na nim wzór, który nawiązywałby formą do bogatych, orientalnych zdobień.



Każdy przy odrobinie cierpliwości może sobie podobny szablon zrobić.
Wystarczy wydrukować na papierze o większej gramaturze wybraną grafikę i ostrym nożykiem
(ja używałam malutkiego ostrza ze scyzoryka) powycinać wzór.
Muszę przyznać, że ten etap projektu jest dość pracochłonny.
Wycinanie mojej grafiki zajęło około godziny.

Kiedy szablon jest już gotowy mocujemy go do podłoża tak aby się nie przesuwał, 
a następnie kawałkiem gąbki lub pędzlem gąbkowym nanosimy farbę na wzór.



Kiedy całość szablonu jest wypełniona, usuwamy go z powierzchni
i czekamy aż farba wyschnie.


Za pomocą 4 wkrętów mocujemy blat do metalowych nóżek ( nie posiadam wkrętarki impaktowej, a buk jest drewnem twardym dlatego musiałam też wcześniej nawiercić miejsca, w których potem zamontowałam wkręty) i cieszymy się efektem ;-).


 
Jeśli chodzi o "stoliczek" zadbałam o jego prostą formę,
we wprowadzaniu dekoracji orientalnych zdaję się na swój rozsądek,
mają one być dopełnieniem a motywem dominującym.



Weekend spędziłam w Chatce, świętowaliśmy dziewiąte urodziny Franka.
Między kolejnymi deszczami udało mi się zrobić kilka zdjęć ostatnich w tym roku peoni.
I to właśnie tymi zdjęciami żegnam się dzisiaj z Wami,
życząc Wam udanego wtorku i pięknego tygodnia.

OLA





SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig