10 paź 2018

METAMORFOZA STAREJ SZAFY - ODNAWIAMY MEBLE

Przyszedł wreszcie czas, żeby nieco szerzej opisać "renowację" starej szafy po dziadkach.
Nową odsłoną tego mebla cieszę się już blisko rok, ale czekałam z utęsknieniem na mały remoncik pokoju, w którym stoi szafa. 
Limonkowe ściany były już mocno passe, a i stary/nowy mebel nie wyglądał na ich tle zbyt okazale.

Zanim przystąpimy do pracy ze starym meblem polecam go dokładnie wyszorować wodą z mydłem. To z pewnością ułatwi nam diagnozę stanu mebla. Dla mnie taka diagnoza  to podstawa.

metamorfoza starej szafy

Co więc z szafą było nie tak?


SHARE:

4 lis 2016

TAPICEROWANIE FOTELA - ODNAWIAMY MEBLE

Mój fotel kupiłam dawno temu na aukcji internetowej. Udało mi się za niego nie przepłacić. 120 zł to nie była wygórowana cena za zdrowy, stabilny stelaż i znośną chociaż lekko przechodzoną tapicerkę. Rama nie była w moim ulubionym kolorze...wprawdzie brązowa ale w lekko sraczkowatym odcieniu, nie podobała mi się. Postanowiłam stary kolor zedrzeć( szlifowanko ręczne) i ramę znacznie przyciemnić. Ale żeby to zrobić dokładnie trzeba było stabilny stelaż rozkleić, a potem skleić na nowo.

Co do tapicerki...pierwotnie fotel obity był tkaniną podobną do pluszu...miał brzydki żółty odcień. Stwierdziłam że muszę fotel ogołocić z materiału obiciowego i nałożyć nowy - taki, który będzie mi się podobał. Pod starą tapicerką, znalazłam wysiedzianą, sypiącą się gąbkę więc stało się dla mnie jasne, że fotel muszę ogolić z tkanin do zera. To była dopiero zabawa...ale nie będę jej Wam szczegółowo opisywać. Napiszę tylko, że poradziłam sobie doskonale z kładzeniem pasów, wiązaniem sprężyn, tapicerowaniem siedziska za pomocą juty, trawy morskiej, surówki bawełnianej i włókniny i wydawało mi się, że poradziłam sobie również z tapicerowaniem oparcia ale po roku  moje oparcie zaczęło przypominać naleśnik.

Przez kolejnych 10 lat szukałam w sobie motywacji, żeby naprawić to to wcześniej spierdzieliłam. Bezskutecznie...zawsze były ważniejsze sprawy. W ciągu dekady dorobiłam się również podnóżka w podobnym stylu, ale przeleżał ostatni rok wepchnięty pod  sypialniane łóżko.

We wrześniu podjęłam decyzję o modernizacji sypialni w domu na wsi. I nie wyobrażałam sobie sytuacji, że w zliftingowanym  pokoju  stanie nie odnowiony fotel. Lubię działać pod presją...im mniej czasu mam do dyspozycji, tym więcej we mnie zaciętości w realizacji projektu.


renowacja fotela

SHARE:

30 sie 2016

METAMORFOZA STAREJ SZAFKI KUCHENNEJ - ODNAWIAMY MEBLE

Od blisko dwu tygodni, gdzieś pomiędzy malowaniem kredensu i sprzątaniem,  pracowałam nad metamorfozą jednego mebla kuchennego ...ostatniego, który pozostał do przerobienia. 
Przeczytałam właśnie powyższe zdanie i uśmiecham się, bo chciałabym jeszcze zmienić kolor kuchennych krzeseł ale w tym wypadku nie wiem czy nie spotkam się z brakiem zrozumienia.

stara szafka kuchenna

Zamiast zaprzątać Wam głowy sprawami krzeseł wracam na właściwe tory...szafka, o której jest ten post służyła przez lata babci mojego męża. Na bidę ma 50 lat chociaż pamięć ludzka jest zawodna i nikt nie jest w stanie dokładnie określić jej dokładnego wieku. Wykonana jest...uwaga, uwaga z płyty paździerzowej ( no nie przepadam ale to wiecie); z kawałków desek; z kantówek drewnianych  i sklejki, którą oklejona jest cała szafka. Nie pytajcie mnie skąd dobór materiałów, który mnie samą zszokował...wydaje mi się, że chodziło tutaj o kwestie oszczędnościowe...muszę dodać, że jest to produkt sklepowy nie jakaś tam "własna produkcja". 

Dawno temu szafka była biała i  pokrywała ją gruba warstwa farby olejnej. Blisko 10 lat temu, w czasie naszej w Chatce nieobecności, mój teść otrzaskał ją  nieudolnie na ciemny brąz. Na szafce powstały brzydkie zacieki. O mało się nie przewróciłam gdy to zobaczyłam. Wtedy nie czułam się  w Chatce jak u siebie więc "metamorfozę" mebla byłam w stanie przełknąć.
Tak szafka wyglądała zanim się za nią zabrałam.


Podczas ostatniego remontu kuchni podjęliśmy z W. decyzję, że czas szafki dobiegł końca i z chęcią się jej pozbędziemy. Spojrzałam na nią ostatni raz przed wywaleniem i...o dziwo o wiele  łaskawszym okiem ;-). 
Popatrzyłam że: stoi na 4 drewnianych klockach, które można zastąpić pięknymi nóżkami;  jest bardzo stabilna i  zawiasy trzymają się genialnie...co na jej wiek jest prawie nie do pomyślenia;  ten okropny brązowy kolor można zedrzeć przy pomocy gigantycznego nakładu pracy; że można chociaż częściowo wyszlifować białą farbę pod spodem, wyrównać powierzchnię i przygotować mebel do nałożenie innej farby. Ze względu na budowę tylko taki sposób renowacji wchodził w grę, bo jak pisałam drewno jest tutaj tylko przypadkowo.
Potrzebne było dużo pracy i jeszcze więcej cierpliwości, a ja bardzo chciałam się zmierzyć z tym wyzwaniem!!!

Najpierw zdemontowałam stare uchwyty i usunęłam blat, który był z płyty pilśniowej.
Zdecydowaliśmy się zrobić "górę" szafki  z dwóch odcinków blatu bukowego, które kiedyś były półkami. Ale o blacie potem ;-).

Po 4 godzinach szlifowania ( nie ma w tym ani odrobinę przesady) szafka była obdarta z brązowej farby. Wiem, wiem opalarką byłoby mi łatwiej. Uwierzcie, że jeśli chodzi o opalarki to zajechałam w ciągu kilku miesięcy trzy. Nie wiem co ja mam w sobie ale w moich rękach nowa opalarka nie pracuje dłużej niż godzinę. Stwierdziłam więc, że skoro ze szlifierką lubimy się bardziej to na usuwaniu starych powłok tym przedmiotem pozostanę.

Wybaczcie brak zdjęć z poszczególnych etapów ale kiedy tylko zaczynam pracę, zacięcie i chęć szybkiego ukończenia projektu nie pozwala mi się od niego oderwać nawet na chwilę.
Oszlifowaną powierzchnię pomalowałam primerem Fluggera.
Primer Flugger to preparat zwiększający przyczepność farby do podłoża...a po 12 godzinach mogłam przystąpić do stylizacji mebla.
Niezbędne jest te 12 godzin, żeby produkt się utrwalił.
W przeciwnym razie farba nawierzchniowa może się łuszczyć.

Słów kilka o nóżkach. Nóżki są bukowe i bardzo mi się spodobał ich wydłużony kształt.
Nabyłam je w jednym z marketów budowlanych za około 10 zł/szt.
Jedyną ich wadą było to, że były polakierowane ale papier ścierny świetnie sobie z lakierem poradził.
Przed malowaniem także nałożyłam na nie Primer Flugger.
A potem pomalowałam na wybrany wcześniej kolor ;-).

nóżki meblowe bukowe

Jak wspomniałam wcześniej blat zrobiliśmy z resztek blatu bukowego. Te dwa odcinki były kiedyś półkami i zaolejowałam je dawno temu ciemnym olejem.
Cóż poradzę, że do szafki chciałam jasne, a nawet białe blaty??
Zakasałam rękawy i przeklinając mój dawny pomysł szlifowałam, szlifowałam, szlifowałam.
Po godzinie pracy udało się uzyskać taki efekt...jest różnica!!

biały blat kuchenny

fioletowe wrzosy

Na początku blaty załugowałam (ług Flugger)...poniżej zdjęcie, które pokazuje jak blat wygląda po dwukrotnym ługowaniu. Po całkowitym wyschnięciu naniosłam na blat biały olej.

blat biały olej

Kolor to taki róż ale zgaszony...nadal jednak bardzo pastelowy. Niestety nie każde zdjęcie oddaje właściwą barwę.
W każdym razie w wyborze koloru i gałek inspirowałam się ściereczką z Green Gate, którą kupiłam w AhojHome.
Ta jest wprawdzie bardziej pastelowa ale połączenie różu z szarością tak bardzo mi się spodobało, że musiałam go użyć w nowym projekcie ;-).

różowa stara szafka kuchenna

uchwyty meblowe ceramiczne

biały balt drewniany

Uchwyty przyjechały do mnie ze sklepu  REGAŁKA. Wzorem miały nawiązywać do gałek, które zamontowałam wcześniej w TYM kredensie. Cudne ceramiczne uchwyty pięknie ozdobiły szafkę po babci.

ceramiczne uchwyty w paski

odnawiamy meble

A oto szafka w całej okazałości. Pracy było naprawdę sporo i chociaż są pewne niedociągnięcia w całym projekcie to jestem z efektu bardzo zadowolona. Najbardziej jednak z tego, że udało się nie wyrzucić tego mebla i tchnąć w niego nowe życie. Nie pokazuję jeszcze szafki w miejscu docelowym, bo musiałabym Wam zdradzić jak wygląda druga strona kuchni, w której trwają prace wykończeniowe ;-).
Kiedy szafkę zobaczył mój mąż stwierdził, że kolorek też bardzo babciny i że bardzo podobny do płytek, które babcia miała w łazience ;-).

różowa szafka

ścierka w gwiazdki


szafka z lat 50

I na koniec to co lubicie najbardziej. 
Takie małe porównanie, które pokazuje jak zmieniła się szafka wskutek mojej( a raczej naszej...bo przecież W. jest mi wsparciem i pomocą) działalności.

pastelowa szafka

Jak już przebrnęliście przez cały post to sprawdźcie jeszcze czy przypadkiem nie wygraliście skrzynek od 
REGALIA.EU.
Duża skrzynka wędruje do:

PANNA MYSIA

A dwie małe do:

emajkowska@onet.eu

Czekam na adresy 7 dni, a potem wybiorę nowego zwycięzcę ;-)
Żegnam się z Wami zdjęciem rozgwieżdżonego sierpniowego nieba na naszej wsi.

rozgwieżdżone niebo

Miłego dnia dla Was i wspaniałego tygodnia.

OLA
 
SHARE:

15 paź 2014

MY SON'S ROOM - SUMMER HOUSE

Pokój mojego Synka na wsi jak cały dom musiał 
wreszcie przejść metamorfozę.
Na wiosnę myślałam, że pokój jest skończony...
jakoś nie przeszkadzały w nim dekoracje kojarzące się z dzieciństwem, 
przywiezione z pokoju w mieście
(znacie to pewnie z autopsji: jak szkoda coś wyrzucić to to coś ląduje 
zwykle w garażu, piwnicy lub jak w naszym przypadku w domku na wsi).
Jakiś czas temu  wrzuciłam je do mojego blogowego SECOND HANDU
i znalazły drugi dom, a ja zyskałam zastrzyk gotówki 
i mogłam wprowadzać zmiany w życie ;-).

Jak zapewne pamiętacie pokój Franka jest zabudowanym dawnym przedpokojem, 
stąd te skosy przy suficie. Metraż jest niewielki, mniej niż  sześć metrów kwadratowych.
Jednak według mnie jest to przestrzeń wystarczająca by stworzyć dziecku jego azyl
zwłaszcza w domu weekendowym,  na wsi...gdzie w pokoju tak naprawdę nasze dziecko tylko śpi, a niemal całe dni spędza na zewnątrz. 
W mieszkaniu w mieście Franek niestety też nie ma większej przestrzeli do dyspozycji ;-).
Pamiętacie założenie jakimi miałam się kierować przy realizacji tego projektu??
Jeśli nie to przypomnę ;-)
Pokój miał być spójny i miał zostać wyposażony tanim kosztem ;-); 
życzeniem Synka było aby nie był dziecinny
(bez czerwonych dodatków!!!), 
życzeniem W. aby nie wyrzucać starych mebli.
 Mąż nie powiedział jednak, że mebli przemalować nie mogę ;-).

Przede wszystkim zależało mi na wygospodarowaniu w pokoju kącika do nauki.
W weekendy w czasie trwania roku szkolnego F. musi czasem odrobić jakieś zadanie więc konieczne były: mały stolik, krzesełko i oczywiście lampka, bo w pokoju ze względu na małe okienko bywa dość ciemno ;-(.
Stoliczek zrobił mój mąż rok wcześniej. Powstał z kilku kantówek i resztki blatu bukowego. 
Pierwotnie miał białe nóżki ale na potrzeby nowego wystroju nogi zostały pomalowane farbą Annie Sloan w kolorze grafitowym. Następne nogi  lekko postarzyłam(ranty przeszlifowane są papierem ściernym) i zawoskowałam  brązowym a następnie bezbarwnym woskiem.
Lubię ten lekko metaliczny efekt, który widoczny jest wyraźniej na frontach komody, bo ją także potraktowałam farbą i woskami ;-).
Ramki w pokoju Franka i ramka tablicy korkowej przeszły identyczną metamorfozę ;-).


Do naszego letniska przyjechało ikeowskie krzesełko z pokoju w mieście ( tam mamy już inne krzesełko). Stary pojemnik na przydasie przemalowałam tak aby pasował do całości - robiłam go bardzo dawno temu ale nadal sprawdza się znakomicie.  Puszkę z herbaty Tafelgut szkoda było mi wyrzucić( bardzo spodobał mi się jej kształt) więc okleiłam ją wybraną grafiką i w tej sposób zyskałam jeszcze jeden pojemnik na dziecięce skarby. Lampy biurkowe to coś co bardzo lubię, a ta od Zorkyego skradła moje serce już dawno. O dziwo taka żarówka na "wierzchu" nie razi bardziej niż  taka tradycyjnie schowana pod kloszem ;-).


Wprawne oko wypatrzy w naszym pokoiku dużo elementów pochodzących z Ikea. Te półeczki na przyprawy to według  sklepowego sprzedawcy totalny hit...podobno sprzedają się jak ciepłe bułeczki.
Nie zabrakło ich i u nas, po przemalowaniu służą do ekspozycji starych dziecięcych książek po dziadkach ;-).

Zabawek na wsi mamy naprawdę niewiele...pewnie dlatego, że tutaj każdy patyk, listek czy kamyk jest bardziej atrakcyjny niż najbardziej wypasiony dziecięcy gadżet.
Nie mogło zabraknąć jednak kilku ulubionych i gier.
Kiedy nuda doskwiera ( czyli bardzo rzadko) gry są niezawodnym na nią sposobem.



A to już komoda...Wolę kiedy większość rzeczy jest  schowanych i staram się nauczyć Synka 
aby dbał swoje rzeczy ale także i o porządek. Dlatego komoda stała się obowiązkowym wyposażeniem pokoju. Jak już wspominałam i ją poddałam lekkiemu liftingowi ;-)
Nie lubię tego ciepłego odcienia naturalnej sosny ale wydaje mi się, że przy tych metalicznych frontach ten kolor już tak nie razi więc drewniana część komody pozostały saute.
Komoda  kupiona była bardzo dawno temu.  To ikeowska seria Trofast z plastikowymi frontami.


 Tak komoda wyglądała przed zmianami.
Zdjęcie znalezione na oxl.pl

W wersji obecnej podoba mi się bardziej i przez przemalowanie  frontów według mnie zyskała bardzo na wyglądzie.
Pokój podzieliłam na trzy strefy: strefę do nauki, zabawy i strefę do spania.
Część do nauki i do spania znajdują się po dwu przeciwległych stronach pokoju 
(tam zlokalizowane są meble, przez co pokój typu tramwaj zyskuje optycznie odpowiednie proporcje).
W części do nauki nad komodą wisi drewniana pacyfka i wielgachna litera F
zrobiona z trzech zawoskowanych desek ;-).
Nie mogę nie wspomnieć także o swojej wygranej, a mianowicie posterze z sówką od AGI.
 Chociaż dziękowałam Ci już chyba ze sto razy to robię to raz jeszcze.



Część sypialnianą widzieliście już przy okazji TEGO postu.


Nowym elementem w tej części jest poduszka od HUG THE STUFF z kotem. 
Kocie motywy uwielbiamy więc nie mogło i u nas zabraknąć wielkiego oka.
Jak się oprzeć takiemu spojrzeniu??!!
Podusia jest z poliestru ale przez to jest bardzo mięciutka i  niezwykle przytulna ;-)




Nad łóżkiem wisi ramka z piórkiem znalezionym na spacerze. Wiele z Was pytało w mailach i komentarzach skąd mam takie fajowskie passe-partout...odpowiadam więc: to zwykłe białe passe-partout oklejone grafikami znalezionymi w sieci.
Moje grafiki pochodzą STĄD.


W pokoju po przemalowaniu swoje miejsce znalazła też skrzynia.
Pozbyłam się jej morskiego looku na rzecz rozwodnionej mięty i czarnych wykończeń. 
Do malowania użyłam farby Tikkurila. 


Dywanik jutowy leżący przy łóżku szumnie nazywany jest strefą zabawy. 
Franek sporo czasu spędza na kolanach ;-) więc miejsce do zabawy nawet malutkie  jest w pokoiku elementem pożądanym i niezbędnym.

Jak widzicie pokoik został stworzony niewielkim kosztem
ale gigantycznym nakładem pracy.
Jeśli zliczyć godziny, które spędziłam na malowaniu i przemalowywaniu
uzbierałaby się ich całkiem pokaźna ilość ;-).
Ale ja lubię tego typu prace. 
Praca nad zmianami mnie relaksuje, a  myśli o efektach wprawiają w dobry humor.
Każda nawet najdrobniejsza metamorfoza jest dla mnie dążeniem do ideału i do posiadania wnętrz o jakich marzę.
Nakład pracy i świadomość trudu sprawia, że kocham swój dom jeszcze bardziej.

Nawet nie wiecie jaką radość sprawia mi dzielenie się z Wami efektami moich domowych metamorfoz.
Dlatego bardzo Wam dziękuję za każdy komentarz, 
każde odwiedziny, każdy najmniejszy  dowód Waszej sympatii.

A jeszcze zupełnie na koniec chciałabym pokazać Wam najpiękniejszy koci "gadżet" w naszym domku, a mianowicie kociszona Wacława Pierwszego.
Z kota dzikiego stała się (tak, nie pomyliłam formy) futrem zaprzyjaźnionym.
Ufam w jej czyste intencje.
Nie odchodzi kiedy już zje swoją porcję
tylko towarzyszy nam przez cały dzień, 
podążając krok w krok za domownikami.

.

Udanej środy dla Was i dobrego tygodnia.

OLA
SHARE:

8 wrz 2014

Chatkowe migawki i skrzynia skończona(UFF)

Witajcie ;-)
Zakupy mnie uszczęśliwiają
oczywiście nie tylko one i nie najbardziej.
Dużo bardziej od zakupów "ciuchowych" cieszą mnie nowe rzeczy nabywane z myślą o domach.
I wcale nie muszą być warte kotyliony pieniędzy.
Muszą jednak mieć w sobie to COŚ, 
które sprawia, że chcę mieć daną rzecz u siebie.
Wtedy wystarczy chwila abym
wrzuciła to do koszyka.


 Najbardziej cieszą zakupy za przysłowiową złotówkę.
A ponieważ do wyszukiwania rzeczy używanych nie mam szczęścia
to kiedy udaje mi się coś "złowić" moja radość jest wtedy podwójna. 
Patrząc na moje ostatnie zakupy w SH można by rzec, że nieźle się obłowiłam ;-).
Wszak to same perełki.
Perełki do mojego wiejskiego domku.
Przedmioty z historią.
Takie jak lubię najbardziej.


 Nie mogłam przejść obojętnie obok tych: bawełnianych wyszywanych serwet, dzierganego na szydełku obrusa i  "łapek" których kolorystyka skutecznie kusi i nęci, a która
króluje w mojej wiejskiej kuchni ;-).




A oto już łapki w docelowym miejscu...ładnie się komponują z innymi bardziej współczesnymi.
Pasują także do starych drewnianych łyżek i maleńkiej paterki po babci.
Wczoraj udało mi się zrobić z "tego co na działce" bukiecik,
który umieściłam w mleczniku z "odzysku".




Jak już pewnie zauważyliście renowacja skrzyni dobiegła końca.
W tym tygodniu nie miałam zbyt dużo pracy(PRZY RENOWACJI!!!)
Wymalowałam do końca wnętrze skrzyni, które wcześniej wyczyściłam papierem ściernym
oraz na przodzie skrzyni namalowałam asymetryczny rysunek.
Przetarłam także zamek...żeby wyglądał na bardziej zniszczony.
W tej wersji skrzynia podoba mi się bardziej i wydaje mi się, że teraz doskonale  pasuje do naszej sypialni.



A co jeszcze robiłam??
Całą sobotę spędziłam na malowaniu tudzież przemalowywaniu ;-).
Jak pisałam wcześniej trwają prace nad zmianą wystroju pokoju F. na wsi.
Zrezygnowaliśmy z akcentów morskich na rzecz...no właśnie...
uchylam rąbka tajemnicy ;-).


W związku z tym, że nie gustujemy już w nadmorskich akcentach
ogłaszam małą wyprzedaż.
Zapraszam do zakładki SECOND HAND, gdzie znajdziecie być może nie lada okazje do pokoju Waszych pociech.
Starałam się aby oferta była atrakcyjna, a ceny rozsądne.


Jeszcze dwa dni ( do 10.09) możecie się zapisywać do mojej zabawy...przyznam szczerze, że nie spodziewałam się takiej frekwencji. Ale to mnie właśnie cieszy ;-).
A tymczasem:
cudownego dnia dla Was i miłego tygodnia.

Ola

SHARE:

1 wrz 2014

Projekt skrzynia CZEŚĆ DRUGA

I przyszedł czas na drugą część moich zmagań ze skrzynią posagową ;-).
O pierwszej części pisałam TUTAJ.


Zanim przejdziemy do dalszej części podsumuję co zostało zrobione.

1. Skrzynia wyszorowana z brudu
2. Wymieniona podłoga
3. Wytruty robak
4. Łatanie dziur po robaku i szlifowanie
5. Wstępna stylizacja, która obejmowała woskowanie wieka skrzyni i malowanie dołu.

A teraz dlaczego załatałam dziurki i zdecydowałam się nie woskować dołu skrzyni, a zamalować go farbą kryjącą.
Powód jest niezwykle prosty...dół był bardzo ale to bardzo zniszczony...miałam te zdjęcia zostawić dla siebie...ale niech ogrom zniszczeń zobrazują Wam zdjęcia środka skrzyni...już z kitem do drewna.


 Tam gdzie teraz  widzicie kit na skutek lekkiego szlifowania zaczęły wypadać gigantyczne dziury...miejscami deski z powodu działalności robaka były cieniutkie niczym kartka...wszystkie moje zabiegi naprawcze dały mi poczucie( być może błędne), że wzmacniam ścianki mebla.
Oto co spuszczel robi z drewnem...spuszczel w drewnie to nie tylko miłe dla ucha chrobotanie to realne zagrożenie dla reszty drewnianych mebli...dla drewnianej podłogi i drewnianego sufitu, a przede wszystkim do drewnianych stropów i więźby dachowej. 

Dla zainteresowanych tematem zamieszczam kilka zdjęć( pochodzą ze strony spuszczel.pl)




Koniecznie obejrzyjcie także  ten film:


 Na tym chciałam zakończyć temat szkodników drewna...jak na moją wrodzoną niechęć do nich poświęcam im zbyt wiele miejsca tutaj ;-).

Przejdźmy zatem do odnawiania skrzyni posagowej ;-).

Pierwszą czynnością, którą musieliśmy wykonać było przykręcenie nóżek, które pomalowałam wcześniej i lekko przetarłam ;-). 
Z nóżkami skrzynia zaczęła zupełnie inaczej wyglądać ;-).


Przyszedł czas na renowację środka .
Jak napisałam wcześniej dziury zakleiłam kitem do drewna.
Po oszlifowaniu środka skrzyni( które miało na celu pozbycie się nadmiaru szpachli) okazało się, że miejscami są niedobory kitu, które to musiałam uzupełnić...niestety preparat ten  schnie dość wolno więc renowacji mogłam poddać tylko część skrzyni. Na miejsca, które nie wymagały naprawy nałożyłam farbę Autentico, którą po wyschnięciu zawoskowałam. Częściowa renowacja to dla mnie mniej pracy w przyszłości.
Chciałabym  mieć ten etap za sobą. Musicie  uwierzyć, że naprawa środka skrzyni całkowicie podcięła mi skrzydła. Zwykle tak łatwo się nie poddaje ale ten etap prac jest wyjątkowo ciężki.
Pozostaje tylko mieć nadzieję na szybki finał.



 Poprawiłam także ręcznie malunki na wieku skrzyni...rant skrzyni (niebieski) pomalowałam granatową farbą Autentico, a po wyschnięciu całość przetarłam drobnoziarnistym papierem ściernym...wosk na wieku przetarłam watą stalową przez co kolor wieka bardziej współgra z resztą mebli w sypialni.


Chciałam na przodzie skrzyni namalować coś tematycznie nawiązującego do obrazka na wieku  skrzyni
okazuje się jednak, że zamek w skrzyni nie został zamontowany symetrycznie.
 Po jednej stronie od zamka do końca ścianki przedniej jest 50 cm, a po drugiej 55 cm.
Planowałam jakieś kwiaty w okolicy zamka ale w zaistniałej sytuacji ten pomysł raczej się nie sprawdzi.
Może Wy macie jakieś propozycje??
Nie udało mi się skończyć mebelka...ale zrobiłam jeszcze kilka rzeczy, których nie miałam wcale w planie.
Od dawna chciałam pomalować drzwiczki pieca kaflowego, który mamy w sypialni na biało...
i teraz nadarzyła się okazja.
Po odczyszczeniu za pomocą szczotki zapiętej na wiertarkę pomalowałam drzwiczki białą farbą żaroodporną i mam to co chciałam ;-).

Drzwiczki przygotowane do malowania ;-)


Drzwiczki po malowaniu ;-)


To jeszcze nie koniec liftingu pieca. Muszę jeszcze powypełniać szpary między kaflami białym uszczelniaczem...całość powinna stworzyć bardzo ładny efekt. 

Dodatkowo w sobotę posadziłam wrzosy i poczyniłam pewne przygotowania do zmiany wystroju w pokoju mojego Synka na wsi. Z założenia małą to być zmiany, które nie pochłoną gigantycznych środków ale jeśli uda mi się zrobić to co zaplanowałam powinna być to zmiana znacząca  ;-)

Przepraszam Wam za niezbyt ładne zdjęcia ale harmonogram sobotnich  prac był tak napięty, że nie mogłam czekać na dobre światło i zaaranżować odpowiednio przestrzeni. Mam nadzieję, że wybaczycie ;-).

Wszystkie prace wykonałam samodzielnie i jestem z nich baardzo dumna. 
Mąż w tym czasie zajęty był doprowadzaniem trawnika do stanu akceptowalnego.
Jeszcze nigdy teren wokół domu nie był tak zaniedbany.

Chciałabym sobie teraz pozwolić na kilka dni urlopu i wyjechać do
Chatki ...wtedy zapewne wszystkie zaległości,
które powstały podczas naszej nieobecności ( WAKACJE!!!) udało by się szybciutko nadrobić.
Tymczasem mamy wrzesień i chociażby z powodu szkoły F. o urlopie mogę pomarzyć ;-(.

Kochani dziękuję Wam za tak liczny udział w mojej zabawie.
Witam także nowe osoby...mam nadzieję, że zagościcie u mnie na dłużej.
Dziękuję starym bywalcom za wsparcie .
A wszystkim życzę:
udanego dnia i wspaniałego tygodnia.

OLA

SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig