15 paź 2014

MY SON'S ROOM - SUMMER HOUSE

Pokój mojego Synka na wsi jak cały dom musiał 
wreszcie przejść metamorfozę.
Na wiosnę myślałam, że pokój jest skończony...
jakoś nie przeszkadzały w nim dekoracje kojarzące się z dzieciństwem, 
przywiezione z pokoju w mieście
(znacie to pewnie z autopsji: jak szkoda coś wyrzucić to to coś ląduje 
zwykle w garażu, piwnicy lub jak w naszym przypadku w domku na wsi).
Jakiś czas temu  wrzuciłam je do mojego blogowego SECOND HANDU
i znalazły drugi dom, a ja zyskałam zastrzyk gotówki 
i mogłam wprowadzać zmiany w życie ;-).

Jak zapewne pamiętacie pokój Franka jest zabudowanym dawnym przedpokojem, 
stąd te skosy przy suficie. Metraż jest niewielki, mniej niż  sześć metrów kwadratowych.
Jednak według mnie jest to przestrzeń wystarczająca by stworzyć dziecku jego azyl
zwłaszcza w domu weekendowym,  na wsi...gdzie w pokoju tak naprawdę nasze dziecko tylko śpi, a niemal całe dni spędza na zewnątrz. 
W mieszkaniu w mieście Franek niestety też nie ma większej przestrzeli do dyspozycji ;-).
Pamiętacie założenie jakimi miałam się kierować przy realizacji tego projektu??
Jeśli nie to przypomnę ;-)
Pokój miał być spójny i miał zostać wyposażony tanim kosztem ;-); 
życzeniem Synka było aby nie był dziecinny
(bez czerwonych dodatków!!!), 
życzeniem W. aby nie wyrzucać starych mebli.
 Mąż nie powiedział jednak, że mebli przemalować nie mogę ;-).

Przede wszystkim zależało mi na wygospodarowaniu w pokoju kącika do nauki.
W weekendy w czasie trwania roku szkolnego F. musi czasem odrobić jakieś zadanie więc konieczne były: mały stolik, krzesełko i oczywiście lampka, bo w pokoju ze względu na małe okienko bywa dość ciemno ;-(.
Stoliczek zrobił mój mąż rok wcześniej. Powstał z kilku kantówek i resztki blatu bukowego. 
Pierwotnie miał białe nóżki ale na potrzeby nowego wystroju nogi zostały pomalowane farbą Annie Sloan w kolorze grafitowym. Następne nogi  lekko postarzyłam(ranty przeszlifowane są papierem ściernym) i zawoskowałam  brązowym a następnie bezbarwnym woskiem.
Lubię ten lekko metaliczny efekt, który widoczny jest wyraźniej na frontach komody, bo ją także potraktowałam farbą i woskami ;-).
Ramki w pokoju Franka i ramka tablicy korkowej przeszły identyczną metamorfozę ;-).


Do naszego letniska przyjechało ikeowskie krzesełko z pokoju w mieście ( tam mamy już inne krzesełko). Stary pojemnik na przydasie przemalowałam tak aby pasował do całości - robiłam go bardzo dawno temu ale nadal sprawdza się znakomicie.  Puszkę z herbaty Tafelgut szkoda było mi wyrzucić( bardzo spodobał mi się jej kształt) więc okleiłam ją wybraną grafiką i w tej sposób zyskałam jeszcze jeden pojemnik na dziecięce skarby. Lampy biurkowe to coś co bardzo lubię, a ta od Zorkyego skradła moje serce już dawno. O dziwo taka żarówka na "wierzchu" nie razi bardziej niż  taka tradycyjnie schowana pod kloszem ;-).


Wprawne oko wypatrzy w naszym pokoiku dużo elementów pochodzących z Ikea. Te półeczki na przyprawy to według  sklepowego sprzedawcy totalny hit...podobno sprzedają się jak ciepłe bułeczki.
Nie zabrakło ich i u nas, po przemalowaniu służą do ekspozycji starych dziecięcych książek po dziadkach ;-).

Zabawek na wsi mamy naprawdę niewiele...pewnie dlatego, że tutaj każdy patyk, listek czy kamyk jest bardziej atrakcyjny niż najbardziej wypasiony dziecięcy gadżet.
Nie mogło zabraknąć jednak kilku ulubionych i gier.
Kiedy nuda doskwiera ( czyli bardzo rzadko) gry są niezawodnym na nią sposobem.



A to już komoda...Wolę kiedy większość rzeczy jest  schowanych i staram się nauczyć Synka 
aby dbał swoje rzeczy ale także i o porządek. Dlatego komoda stała się obowiązkowym wyposażeniem pokoju. Jak już wspominałam i ją poddałam lekkiemu liftingowi ;-)
Nie lubię tego ciepłego odcienia naturalnej sosny ale wydaje mi się, że przy tych metalicznych frontach ten kolor już tak nie razi więc drewniana część komody pozostały saute.
Komoda  kupiona była bardzo dawno temu.  To ikeowska seria Trofast z plastikowymi frontami.


 Tak komoda wyglądała przed zmianami.
Zdjęcie znalezione na oxl.pl

W wersji obecnej podoba mi się bardziej i przez przemalowanie  frontów według mnie zyskała bardzo na wyglądzie.
Pokój podzieliłam na trzy strefy: strefę do nauki, zabawy i strefę do spania.
Część do nauki i do spania znajdują się po dwu przeciwległych stronach pokoju 
(tam zlokalizowane są meble, przez co pokój typu tramwaj zyskuje optycznie odpowiednie proporcje).
W części do nauki nad komodą wisi drewniana pacyfka i wielgachna litera F
zrobiona z trzech zawoskowanych desek ;-).
Nie mogę nie wspomnieć także o swojej wygranej, a mianowicie posterze z sówką od AGI.
 Chociaż dziękowałam Ci już chyba ze sto razy to robię to raz jeszcze.



Część sypialnianą widzieliście już przy okazji TEGO postu.


Nowym elementem w tej części jest poduszka od HUG THE STUFF z kotem. 
Kocie motywy uwielbiamy więc nie mogło i u nas zabraknąć wielkiego oka.
Jak się oprzeć takiemu spojrzeniu??!!
Podusia jest z poliestru ale przez to jest bardzo mięciutka i  niezwykle przytulna ;-)




Nad łóżkiem wisi ramka z piórkiem znalezionym na spacerze. Wiele z Was pytało w mailach i komentarzach skąd mam takie fajowskie passe-partout...odpowiadam więc: to zwykłe białe passe-partout oklejone grafikami znalezionymi w sieci.
Moje grafiki pochodzą STĄD.


W pokoju po przemalowaniu swoje miejsce znalazła też skrzynia.
Pozbyłam się jej morskiego looku na rzecz rozwodnionej mięty i czarnych wykończeń. 
Do malowania użyłam farby Tikkurila. 


Dywanik jutowy leżący przy łóżku szumnie nazywany jest strefą zabawy. 
Franek sporo czasu spędza na kolanach ;-) więc miejsce do zabawy nawet malutkie  jest w pokoiku elementem pożądanym i niezbędnym.

Jak widzicie pokoik został stworzony niewielkim kosztem
ale gigantycznym nakładem pracy.
Jeśli zliczyć godziny, które spędziłam na malowaniu i przemalowywaniu
uzbierałaby się ich całkiem pokaźna ilość ;-).
Ale ja lubię tego typu prace. 
Praca nad zmianami mnie relaksuje, a  myśli o efektach wprawiają w dobry humor.
Każda nawet najdrobniejsza metamorfoza jest dla mnie dążeniem do ideału i do posiadania wnętrz o jakich marzę.
Nakład pracy i świadomość trudu sprawia, że kocham swój dom jeszcze bardziej.

Nawet nie wiecie jaką radość sprawia mi dzielenie się z Wami efektami moich domowych metamorfoz.
Dlatego bardzo Wam dziękuję za każdy komentarz, 
każde odwiedziny, każdy najmniejszy  dowód Waszej sympatii.

A jeszcze zupełnie na koniec chciałabym pokazać Wam najpiękniejszy koci "gadżet" w naszym domku, a mianowicie kociszona Wacława Pierwszego.
Z kota dzikiego stała się (tak, nie pomyliłam formy) futrem zaprzyjaźnionym.
Ufam w jej czyste intencje.
Nie odchodzi kiedy już zje swoją porcję
tylko towarzyszy nam przez cały dzień, 
podążając krok w krok za domownikami.

.

Udanej środy dla Was i dobrego tygodnia.

OLA
SHARE:

13 paź 2014

AMBER BEDROOM

Miniony weekend miałam bardzo pracowity
(chyba Was już do tego przyzwyczaiłam, że weekendy zwykle mam bardzo intensywne ;-)).
Udało mi się skończyć pokój Frania (postaram się go pokazać w następnym poście). 
I naprawdę myślałam, że sobie trochę odpocznę jednak
w sobotę wpadł mi do głowy pomysł, 
żeby stary "uciorany" farbą taboret przerobić na stoliczek do fotela.
Brakowało mi w naszej sypialni miejsca gdzie mogłabym odłożyć herbatę lub czytaną książkę.
Zapewne wiecie, że u mnie jeśli jest akcja to musi być i reakcja.
Wobec tego w kilka godzin powstał niebieściutki stoliczek.
Nie zawoskowałam jeszcze blatu tabortu, bo całość dobrze nie przeschła, a nasz powrót do Krakowa zbliżał się wielkimi krokami.

 Czekałam na odpowiednie światło aby mebel sfotografować.
Nie było jak!!! Chmury za oknem sprawiały, że wnętrze naszej sypialni było dość ponure.
Rozpogodziło się dopiero wieczorem, a wtedy słońce chyliło się już ku zachodowi uporczywie zaglądając przez okno do wnętrza domu.
Takie ostre światło tylko szkodzi zdjęciom.
Ale wreszcie przyszedł ten moment...kilkanaście minut
kiedy nasza sypialnia napełniła się bursztynowym blaskiem.
Chwyciłam za aparat i w ten sposób wraz ze zdjęciami stoliczka
macie w gratisie zdjęcia naszej bursztynowej komnaty ;-).

W takich chwilach cieszę się, że piec jest miodowy, ramy obrazów i
sufitowa lampa w kolorze starego złota.
Światło pięknie się na nich załamuje.




A oto jak powstawał mój nowy stoliczek z taboretu. 
Najpierw taboret(mój był sosnowy lakierowany), starannie wyszorowałam wodą z mydłem, następnie nałożyłam warstwę farby Autentico. Kiedy druga warstwa farby dobrze wyschła wszystkie ranty krzesła przetarłam papierem ściernym o średniej gradacji. Potem na siedzisku/blacie namalowałam wzór nawiązujący do wzoru ze skrzyni na pościel. Na koniec całość zawoskowałam.


To już taboret po zmianach. Mała rzecz, a cieszy. Oczywiście zadbałam aby kolorystyka pasowała do wnętrza i stylistyką nawiązywała do posagowej skrzyni,
którą odnawiałam już wcześniej. 


Do Chatki przywiozłam także ampersand od Al. Pierwotnie miał być w mojej miejskiej sypialni ale nie zagrzał tam długo miejsca. Zdecydowanie lepiej pasuje do domu na wsi, a z żółtymi dyniami ozdobnymi i ażurowymi lampionami tworzą zgrany tercet.
Wprowadziłam do tego wnętrza dosłownie kilka żółtych akcentów kolorystycznych.
Zaraz zrobiło się przytulniej ;-).



W ogrodzie jesień zadomowiła się na dobre. Liści na drzewach zdecydowanie mniej niż tydzień temu. Za domem swobodnie można w nich brodzić.


 I to wszystko na dzisiaj. 
Mam nadzieję, że mieliście udany weekend i że udało się Wam naładować akumulatory.
Cieszą mnie bardzo panujące temperatury, bo zimna bardzo nie lubię.
Oby jak najdłużej.
Udanego poniedziałku.
Buziaki.

OLA

SHARE:

10 paź 2014

MY WISH LIST

Mamy prawie połowę października.
Zobaczymy jak będzie w tym roku ale zwykle zamykamy nasz letni domek pod koniec października.
Z przyczyn bardzo prozaicznych...jest zimno.
Nie mamy w Chatce centralnego ogrzewania, nie mamy kominków
jedynym źródłem ogrzewania są trzy kaflowe piece. 
Kto takie piece posiada ten wie, że potrzeba kilka godzin aby się rozgrzały i zaczęły oddawać ciepło.
W sytuacji kiedy po naszym przyjeździe w domu jest dziesięć stopni lub mniej
temperaturę akceptowalną osiągamy drugiego dnia po przyjeździe więc wyjazdy weekendowe całkowicie odpadają.
Przestałam się już tym martwić.
Postanowiłam zaakceptować ;-).

Wreszcie będę mogła skupić się na mieszkaniu całorocznym. 
Snuć plany o zmianach i wcielać te zmiany w życie.
Poczyniłam już pewne zakupy, które są niezbędne aby "ruszyć z kopyta" ;-).
A oto mój MUST HAVE na październik...a może i na całą jesień ;-).



1. Marmurowa deska, o której marzyłam od roku. Wreszcie się zdecydowałam. Marmur tak samo jak metal i drewno to materiał ponadczasowy ;-). Deska TUTAJ

2. Porcelanowy domek. Ulubiony motyw w białej ceramice. Ja nie mogę się oprzeć ;-). Domek TUTAJ

3. Plakat. Dla mnie niezbędny...pozwoli wprowadzić pewne zmiany w pokoju Franka, o których już myślałam od dawna. Zamiast zielonej ściany będzie szara ;-). Plakat TUTAJ.

4. Baner literkowy. Konieczny aby szybko odmienić wnętrze. A ja częste zmiany bardzo lubię ;-).
Baner TUTAJ

5. Ceramiczne piórko. Takie proste dekoracje przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Można pomieszać z naturalnymi piórami ptasimi i efekt wow gwarantowany. Piórko TUTAJ.

6. Kubek nie kubek. Urzekły mnie te kubeczki z ogonkami. Sarenka to idealny motyw na jesień i zimę. Z kubka można pić ale także kubek może być pięknym lampionem. Kubek TUTAJ.

7. Lampion Bara już zamówiłam. Przy okazji mojej niedawnej wygranej u Agnieszki stwierdziłam, że zrobię sobie takie piękny prezent. Lampion TUTAJ.

9. Świecznik kostka z marmuru i drewna. Nie ma nic fajniejszego niż takie połączenie materiałów.
Urzekła mnie jego prostota. Świecznik TUTAJ.

Może zauważyliście,że pominęłam numer 8 na mojej liście MUST HAVE.
Może Wy macie jakieś pomysły co powinno być tym numerem?
Czekam na propozycje.
Z chęcią każdą rozważę ;-)

A ponieważ dzisiaj już piątek i przed nami weekend,
życzę Wam udanego weekendu.

Ściskam

OLA

SHARE:

8 paź 2014

WOODEN HOUSES - DIY

Drewno.
Nic tak nie ociepla wnętrza jak drewniane elementy,
nic też tak jak drewno nie jest trwałe.
Żeby dana rzecz wykonana z drewna służyła nam przez lata
wystarczy tylko odpowiednio ją konserwować.
Drewniane meble do tanich nie należą
ale według mnie warto w nie zainwestować.
Zachęcam Was  do zakupu takich mebli...
jeśli nie nowych to po przejściach.
Mam nadzieję,  że już nie raz udowodniłam, że można pracą własną całkowicie
odmienić oblicze mebla i tchnąć  w niego drugie życie.
Drewno we wnętrzach to nie tylko meble to także drobne elementy
wystroju, które nadają pomieszczeniu charakteru.
 Uwielbiam ;-)
W czasie mojego ostatniego pobytu w Chatce znalazłam w garażu deskę do krojenia po babci.
Deska zdrowa, dość stara( no dobrze bardzo stara) z licznymi śladami po nożu i widelcach.
Deska z potencjałem.
Od razu wiedziałam co z niej wytnę.
Domek to mój ulubiony motyw, który kojarzy mi się z jesienią i zimą.
Można rzec, że obok domków nie jestem w stanie przejść obojętnie
podobają mi się nieomal w każdym wydaniu i materiale.


Zapraszam Was na małe DIY z przymrużeniem oka.
 Do wykonania domków potrzebne będą "

 1. stara deska
2. utalentowany mąż
3. wosk do stylizacji ( ja pracowałam z moim ulubionym Liberon w kolorze dąb dymiony)

Jeśli posiadamy umiejętność posługiwania się wyrzynarką, czynnik męski możemy wykluczyć. 
Ja nie posiadam więc z pomocą przyszedł mój mąż.
W ten sposób nadal mam wszystkie palce ;-).



Na desce znaczymy kształt domków. Wycinamy wzdłuż linii. Wszystkie krawędzie szlifujemy papierem ściernym. Nakładamy ciemny wosk, a po jego przeschnięciu ściągamy nadmiar wosku
watą stalową.
Deska,z której wykonane zostały domki jak już wspominałam nie była idealna. Celowo zostawiłam wszystkie rysy i odkształcenia, bo taki podniszczony look bardzo mi się podoba ;-).
A już wkrótce pokażę Wam gdzie stanęły moje domki ;-)



A oto moja inspiracja. Stylistyka produktów Marki Madame Stoltz bardzo mi odpowiada. Najchętniej wykupiłabym cały asortyment. Zdjęcie pochodzi z zimowego katalogu na rok 2014.
Nasze domki to nie kopia domków z katalogu...to nasza wersja tego fajnego wnętrzarskiego detalu.

Cały katalog dostępny TUTAJ.




Bardzo Wam dziękuję za liczne odwiedziny i każdy ślad
jaki po sobie pozostawiacie.
Już niedługo będę miała powody do świętowania,
a mianowicie zbliżają się pierwsze urodziny mojego bloga.
W związku z tym chciałabym przygotować małą zabawę,
abyście mogli należycie cieszyć się  ze mną.
Tymczasem jednak udanej środy dla Was.

OLA
SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig