1 gru 2014

HELLO DECEMBER

Miniony tydzień nie należał dla mnie do najłatwiejszych.
Życie dało mi nieźle w kość.
Całe szczęście, że tylko na polu zawodowym.
Działałam po omacku, na wyczucie, bo na zastanowienie się nie było czasu.
Nie lubię!!!
Już we wtorek wypatrywałam szybkiego zakończenia tygodnia,
a ponieważ na nadmiar czasu nie narzekałam
 więc  i sprawy blogowe zostały zepchnięte na dalszy plan ;-). 
Na dodatek szaro bure dni nie wpływają na mnie dobrze.
Znów znać daje o sobie jesienna depresja.
Ale walczę, żeby się jej nie poddać.

Dzisiaj pierwszy grudzień. 
Wkroczyłam w okres przygotowań do świąt.,
Jeśli ktoś musi dzielić życie między dziecko,dom i pracę, 
dodatkowo blog wtedy doskonale wie, 
że zdążyć z przygotowaniami jest niezwykle trudno.

Weekend znów spędziłam bardzo intensywnie,  przygotowując materiał na posty.
Robienie zdjęć o poranku i wieczorem wykluczają panujące egipskie ciemności.
 Dlatego tęsknię za wiosną albo chociaż za słoneczną zimą ;-).

Wygląd mego domu ciągnie ewoluuje.
Dokupuję, przestawiam, dokładam, zmieniam.
Bardzo lubię te drobne zmiany, bo dzięki nim moja przestrzeń nigdy mi się nudzi.
Nie lubię ozdób dedykowanych na jakieś specjalne okazje ( nawet świąteczne)
i takich mam zdecydowanie w domu najmniej ;-).
Lubię kupować rzeczy uniwersalne, które poddane niewielkiej metamorfozie 
przez cały rok w sposób udany udekorują  nasze domy.
Czy ja już Wam wspominałam, że chciałabym mieć w salonie białe ściany?
A skoro chcę to prędzej czy później je sobie pomaluję ;-).




Dzisiejsza aranżacja powstała z myślą o zbliżającej się 
wielkimi krokami zimie.
Lubię swoje puste ściany, bo za pomocą grafiki i taśmy washi udało mi się wyczarować 
fajną skandynawską dekorację ;-).
 Taśmowym jelonkiem puszczam oko do wszystkich posiadaczy prawdziwego poroża ;-).
Taka wersja chwilowo mi wystarczy, a gdy się znudzi mogę ją z powodzeniem zastąpić innym
zimowym motywem ;-).
Za nami pierwsza niedziela Adwentu i u mnie w domu znalazł się prosty metalowo szklany adwentowy lampion.
Z papierową choinką w środku bardzo mi się podoba ;-).
Uwierzcie mi na słowo wczoraj zapaliłam jedną świeczkę ;-)




Sznur bawełnianych kuleczek przywędrował do mnie od Agnieszki z COTTONOVE LOVE.
Nie jest to z pewnością ostatnia aranżacja z użyciem tych światełek.
W moim mieszkaniu te kuleczki są niemal w każdym pomieszczeniu, 
a ja mogę dwoma  słowami określić je jako  MAGICZNE i UZALEŻNIAJĄCE ;-).
A ponieważ toleruję w mym miejskim mieszkaniu naprawdę niewiele kolorów
tym razem postawiłam na biele, szarości, czerń i srebro ;-).


Mam też dla Was dzisiaj malutkie DIY. 
Jeśli komuś spodobały się moje poduszki, 
spieszę donieść, że zrobione zostały własnoręcznie.
Tym razem nie przy użyciu stempla z ziemniaka.
Chociaż kto śledzi mój blog ten wie, że to warzywo bardzo chętnie w swych projektach wykorzystuję.
Poszewkę stemplowaną ziemniakiem możecie zobaczyć TUTAJ,
a ścianę wykonaną przy pomocy ziemniaczanego stempla pokazywałam TUTAJ.


Do wykonania poduszki potrzebne będą:
1. Biała poszewka
2. Farba do tkanin
3. Arkusz papieru samoprzylepnego
4. Taśma zabezpieczająca do ścian lub zwykła taśma klejąca przezroczysta
5. Materiały do zabezpieczenia poszewki.

Do środka poszewki wkładamy folię, lub papier co zabezpieczy tył poszewki przed zabrudzeniem farbą.
Na poszewce za pomocą taśmy do malowania znaczymy obszar, który będziemy wypełniać farbą.
(ja zostawiłam biały tylko centymetrowy rant dookoła)
Z papieru samoprzylepnego wycinamy interesujący nas wzór ( u mnie nieregularne kropki i trójkąty)
Naklejamy wycięte motywy jak nam się podoba ( u mnie bardzo przypadkowo)
Za pomocą gąbki nanosimy farbę na całość.
Bo skończonej pracy odklejamy motywy z papieru i taśmę 
i VOILA ;-).
Mam nadzieję, że cały opis jest dla Was zrozumiały ;-).

Nie lubię efektu jak "spod linijki"
 dlatego nie nakładałam farby dokładnie.
Stąd liczne jaśniejsze przebarwienia na poszewkach.
Można oczywiście dokładniej nanosić farbę ale według mnie te wszystkie niedociągnięcia nadają poszewce swoistego uroku ;)
Jeśli chodzi o wzory i kolory naszym ograniczeniem może być tylko wyobraźnia ;-).
Najfajniejszy w całym projekcie jest koszt...wszystko prócz białej poszewki miałam w domu ;-).
Poszewkę kupiłam w IKEA za około 13 zł.
Jeśli nawet nie mamy podstawowych rzeczy do wykonania poszewki w domu
to koszt wykonania takiej poszewki nie powinien przekroczyć 25 zł
( 3 zł blok z papierami samoprzylepnymi, 5 zł farba do tkanin, 13 zł poszewka i taśma klejąca 4 zł)



Udanego poniedziałku dla Was
i wspaniałego tygodnia.

 OLA
SHARE:

24 lis 2014

ADVENT CALENDAR - DIY

Nie jest za wcześnie !!!
Wydaje mi się, że to najwłaściwszy moment aby pomyśleć o przygotowaniu
KALENDARZA ADWENTOWEGO
wszak mamy jeszcze tydzień ( nie mogę w to uwierzyć !!!)...zaledwie tydzień do
pierwszego grudnia.
Ja przygotowałam nasz odrobinę wcześniej, 
bo być może niektórzy z Was zechcą się nim zainspirować i zrobić podobny ;-).
Musiałam prócz 24 paczuszek przygotować dla dziecka paczki rozruchowe,
bo mój Franek bardzo niecierpliwy i trochę się obawiałam, 
że Adwent rozpocznie się u nas wcześniej ;-).
We wszystkich własnoręcznie wykonanych dekoracjach
( a kalendarz adwentowy takową funkcję również posiada ;-)), 
stawiam na prostotę.
W tym roku ( w odróżnieniu od poprzedniego)  dobór kolorów jest bliższy mojemu sercu.
Króluje czerń i biel!!!



Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć mój kalendarz zeszłoroczny to zapraszam TUTAJ.

Trzy, dwa, jeden ...zaczynamy!!!

Do wykonania kalendarza potrzebne będą:

1. Klej i nożyczki
2. Torebki papierowe
3. Papier pakunkowy
4. Tagi do prezentów
5. Sznurek do pakowania
6. Tagi z numerami
7. Drobiazgi do spakowania: u mnie słodycze, figurki, książki, filmy - słowem co nam się podoba ;-)


Tagi z numerkami w moim kalendarzu adwentowym pochodzą STĄD. Wydrukowałam je i wycięłam.
Można się oczywiście pokusić o stworzenie własnych ;-).


Tagi do ozdobienia prezentów. Metalowe gwiazdki pochodzą STĄD, posłużyły jako wzór do stworzenia gwiazdek ze zwykłego szarego kartonu ;-). Niech mnie ktoś uświadomi gdzie ja znalazłam tagi z choinkami?? ;-). Jakoś nie jestem w stanie tego stwierdzić chociaż poświęciłam ponad 30 min aby stronę odszukać ;-).


 Większość grafik z których zrobiłam papierowe torebki znalazłam TUTAJ. Można oczywiście użyć dowolnego papieru pakownego ale mi zależało za bogactwie wzorów przy zachowaniu dwu kolorów.


Jeśli ktoś nie wie jak zrobić torebkę z kartki A4, zapraszam na mały kursik ;-)


Na kartce A4 drukujemy wybraną grafikę. 


Zaginamy kartkę tak aby dwie zagięte części dało się ze sobą skleić. Sami decydujemy o wielkości przyszłej torebki. .


 Sklejamy torebkę na łączeniu dwóch kartek, a następnie zginamy po krótszym boku, od góry dwa razy.


 Zagięcie sklejamy i czekamy aż wyschnie. Na tym etapie aby klej dobrze związał dobrze jest przygnieść naszą torebkę czymś ciężkim.


 Po wyschnięciu do powstałej kieszonki pakujemy nasze niespodzianki ;-).

Kiedy już wszystkie torebki mamy zrobione rozpoczyna się najbardziej żmudny etap naszej pracy: PAKOWANIE.
NIE LUBIĘ, a po sobotnim wyzwaniu mogę powiedzieć, że NIE LUBIĘ jeszcze bardziej ;-)




 Muszę przyznać, że nie mam wprawy w pakowaniu. Spakowanie 24 paczuszek zajęło mi około 2 godzin ;-). Czego się nie robi dla dziecka ;-)


Zapomniałam wspomnieć, że aby zrobić kalendarz trzeba najpierw pomyśleć o jakimś stelażu, na którym zawisną nasze prezenty. Ponieważ w domu mieliśmy wiszący stelaż na pocztówki ( na którym nigdy nie wisiały żadne pocztówki ;-)) postanowiłam go wykorzystać. Stelażem może być dosłownie wszystko: patyk, drewniana zbita z desek choinka, wieszak w przedpokoju, stara drabina - zdajcie się na Waszą wyobraźnię ;-)...wtedy nawet nietypowe rozwiązania mogę okazać się najlepsze ;-).

A oto jak mój kalendarz prezentuje się na ścianie. Aby wyglądał nieco bardziej uroczyście można wykorzystać lampki choinkowe, które pewnie każdy z nas posiada - ja użyłam lampek, które dawno temu kupiłam NANU NANA i od tego czasu wykorzystuję je w wielu nawet letnich stylizacjach.




 A oto mój kalendarz w detalach ;-).






Wydaje mi się, że kalendarz, który Was przedstawiłam jest bardzo uniwersalny...mój jest akurat black&white ale naprawdę nietrudno w internecie znaleźć darmowe grafiki, tagi, czy cyfry adwentowe w interesujących nas kolorach. Papier pakowany jest naprawdę doskonałym uzupełnieniem wszystkich barw. Pokuszę się o stwierdzenie, że potrafi uspokoić każdą aranżację ;-)

Może to nieskromnie zabrzmi ale wydaje mi się, że ten kalendarz naprawdę mi się udał.
Jeśli więc zechcecie pokusić się o zrobienie podobnego będzie mi naprawdę bardzo miło.
Udanego poniedziałku dla Was i wspaniałego tygodnia ;-).
U nas słońce pięknie świeci ale temperatura poniżej zera.
Coraz bliżej zima ;-)

OLA
SHARE:

19 lis 2014

AND THE WINNER IS...

Jeszcze mamy listopad,
a na blogach już bardzo świątecznie.
Po co ten pośpiech?? 
To było pytanie retoryczne ;-), bo ja dobrze wiem po co.
ŻEBY ZDĄŻYĆ ;-)

Do ogarnięcia jest mnóstwo spraw:zrobić kalendarz adwentowy, przygotować dekoracje około świąteczne , zakupić prezenty, gruntownie odkurzyć każdą dziurę, z dzieckiem upiec pierniki(do zjedzenia i na choinkę), zrobić chatkę z piernika, przemyśleć wigilijne menu i nakrycie stołu ( bo ta rodzinna uroczystość tym razem u nas). Ale to nie wszystko...trzeba będzie jak dotychczas: sprzątać, prasować, gotować, dopilnować dziecko z zadaniami, chodzić to pracy, myć się i spać, no i oczywiście prowadzić bloga - a moja  doba w jakiś cudowny sposób nie wydłuży się do 48 godzin...
Ja Speedy Gonzales obawiam się, że nie wydolę!
Nie jestem w stanie się wyluzować,
ogarnia mnie gigantyczna panika
wywołana tym, że inni mają, a ja jeszcze nie mam ;-).
I tutaj muszę zdradzić Wam pewną tajemnicę:
Ja też zaczynam mieć...pojawiają się u mnie świąteczne drobiazgi, 
a pewnie wkrótce będzie ich znacznie więcej ;-).




Ale to, że zaczynam mieć wcale mnie nie odpręża ;-)
I nawet w stanie totalnej  paniki ATAKUJĄ mnie nowe pomysły,
które toczą w mej głowie bitwę o pierwszeństwo realizacji.
Nie dają spokoju nawet wtedy, 
gdy padam zmęczona z nadzieją, 
że sen przerwie moje katusze.

Sen nie nadchodzi.
A kiedy zamykam oczy to: wycinam, dopasowuję, przerabiam, przemalowuję, składam.
I teraz już nawet normalnie egzystuję po trzygodzinnej nerwowej, nocnej drzemce.
To jest życie na wysokich obrotach!!!

Przeziębienie, które panoszy się w moim ciele  trochę mnie hamuje i upomina.
Udaję, że nie słyszę ;-)

Nie da się ukryć gromadzę. 
Gromadzę przedmioty...Co rusz powstaje nowe  MUST HAVE, 
a całkowitą satysfakcję osiągam kiedy staję się właścicielką czegoś co mi się szalenie spodobało.
Od dawna miałam oko na sziełka od Agnieszki.
To sobie zamówiłam, 
bo skoro zakupy mnie odprężają 
to są jak najbardziej wskazane 
kiedy stres za progiem.

Po pomacaniu i dokładnym przyjrzeniu się temu co otrzymałam
uzyskałam pełną jasność
dlaczego warto zainwestować 
w te szkiełka.

Fajny pomysł, piękne wykonanie i prostota
to się mi w nich podoba.
I sama nie wiem już czy upychać w nie coś, bo saute wyglądają pięknie
o ile nie najpiękniej  ;)



 A teraz przejdźmy do sedna, bo przecież to na wiadomość do kogo powędrują domki czekacie z niecierpliwością, a w dziwny sposób odbiegłam od tematu ;-)

Nasza  zabawa  cieszyła się Waszym gigantycznym zainteresowanie. 
Zostawiliście ponad 460 komentarzy, 
TO REKORD jeśli chodzi o konkursy dotychczas przeze mnie oraganizowane ;-)
Nawet w najśmielszych snach nie marzyłam o takiej ilości zgłoszeń ;-)

Dziękuję Wam, bo Wasza obecność daje mi potężnego kopa i motywację do działania !!!

Duży domek Walther&Co wędruje do :



a mniejszy domek "muminkowy"

otrzymuje ;-)


Dziewczyny gratuluję i  bardzo proszę o kontakt ;-).
Nie smućcie się jednak, bo wkrótce będę miała dla Was kolejny konkurs ;-)

Wspaniałego dnia dla Was i dobrego końca tygodnia

OLA
SHARE:

18 lis 2014

GENERATOR PARY MARKI TEFAL ;-)

W dniu wczorajszym sprawa się "rypła".
Już wiecie, że wygląd ale także i moc ma: 
GENERATOR PARY marki TEFAL.

O szczęśliwy ten, do kogo generator pary trafi ;-).

 Przez ostatnie tygodnie miałam okazję i ja go testować ;-)
Wiadomo, że bloger też człowiek i jeść musi, spać musi, myć się musi, odpoczywać to jak czas pozwoli  i musi też czasem posprzątać.
Sprzątanie składa się z kilku o ile nie kilkunastu czynności, które są mniej lub bardziej dla mnie nieprzyjemne.
Najbardziej nie lubię
prasowania...zwlekam z nim jak mogę...najchętniej zleciłabym to jakimś podwykonawcom, bo jest to dla mnie rzecz nie do przejścia.
Ponieważ to czynność znienawidzona,
kolejne prania piętrzą się na krzesłach i moja niechęć wzrasta wprost proporcjonalnie do wielkości sterty.
Muszę przyznać, że nie prasuję regularnie,
a zdjęcia z domu tak kadruję,
żeby omijały zagracone miejsca ;-). Nawet wizyta gości nie jest w stanie mnie zmobilizować i w 9/10 przypadkach ukrywam mój wyrzut sumienia w sypialni.

Dzięki uprzejmości firmy TEFAL w moim domu
zagościło nowe urządzenie.
A mianowicie GENERATOR PARY PRO EXPRESS TOTAL GV8980.


Moje pierwsze skojarzenie, po usłyszeniu  słów: GENERATOR PARY
związane było ( zupełnie nie wiem dlaczego) z wypasioną myjką ciśnieniową ;-).
Jednak po tym jak wygoglowałam sobie nazwę już wiedziałam, że będę miała do czynienia 
z żelazkiem z najwyższej półki. Zwykle bardzo sceptycznie podchodzę do treści zawartych w reklamach, ten produkt wart jest według mnie każdej wydanej złotówki.

Po wyciągnięciu urządzenia z pudełka w oczy rzuca się rozmiar.
Prócz tradycyjnego żelazka w komplecie znajduje się także podstawa z bojlerem,
w którym  wytwarzana jest para  o wysokim ciśnieniu.
Ze względu na rolę, którą spełnia podstawa musi być dość ciężka.
W związku z powyższym polecam ustawienie urządzenia w stabilnym miejscu.
Deska do prasowania to zdecydowanie zły pomysł...(niestety boleśnie się o ty przekonałam...).

Zwykle zaczynam od czytania instrukcji ;-)
i tutaj jestem mile zaskoczona, bo do przeczytania mam 3 malutkie strony.
Wobec tego stwierdzam, że obsługa musi być intuicyjna.
I rzeczywiście po kilku minutach obejmujących napełnienie zbiornika na wodę( zbiornik o pojemności 1,8 litra pozwalający na długie prasowanie) i podłączenie urządzenia do prądu zaczynam prasowanie.

Testowane przeze mnie urządzenie posiadało trzy optymalne kombinacje wyboru temperatury i wyrzutu pary:
1. MIN przeznaczone do prasowania tkanin delikatnych
2.NORMAL np.do bawełny
3.MAX do materiałów grubych takich jak jeans



Nagrzewanie  lub chłodzenie do odpowiedniej temperatury urządzenie sygnalizuje migającą lampką kontrolną.
Jest to szczególnie ważne kiedy najpierw zabieramy się to rzeczy wykonanych z grubszych tkanin (a więc wymagających wyższej temperatury) a potem prasujemy rzeczy delikatne.
Nie wiem jak Wam ale mi kilkakrotnie udało się "zeszklić" tkaninę zbyt gorącym żelazkiem.
W przypadku modelu, który testowałam ten problem zupełnie odpada ;-), bo osiągnięcie odpowiedniej temperatury generator sygnalizuje świecącą kontrolką.

Generator pary wyposażony jest w szereg funkcji, które ułatwiają i tak już łatwe użytkowania:

*samoczyszczącą stopa z powłoki palladium( nie przypala się ;-)
*spryskiwacz AQUABOOST, który nawilżając tkaninę pomaga usunąć naprawdę trudne zagniecenia - przyznam szczerze że nawet prasując mężową koszulę funkcji tej nie użyłam... przy wyrzucie pary dedykowanym do danego materiału urządzenie radzi sobie doskonale ;-)
*System Anticalc Collector - całkowicie innowacyjny system zbierający kamień
*funkcja Eco, której użycie pozwala na 20% oszczędności energii
*funkcja AUTOSTOP, która wyłącza pozostające w bezruchu żelazko - idealna funkcja dla zapominalskich...ile to ja razy wracałam do domu z sercem na ramieniu, bo przypomniałam sobie, że nie wyłączyłam żelazka.




Słów więcej o samym prasowaniu.
Prasuje się całkiem przyjemnie. Samo żelazko ze stopą nie jest ciężkie wiec daje się łatwo prowadzić. Urządzenie niemal cały czas do nas "gada" ale dźwięki, które nie są jednak absorbujące. Spokojnie można sieknąć ulubiony serial...

Najbardziej nie lubię prasować stroju do aikido mojego synka Franka.
A teraz popatrzcie jak wyglądają spodnie przed i w trakcie i po wyprasowaniu.
Dodam tylko, że wykonane są one z naprawdę grubej bawełny i doprowadzenie ich do stanu używalności przy użyciu tradycyjnego żelazka graniczyło z cudem ;-).
Nie ma co porównywać zwykłego żelazka z generatorem pary, bo to jak porównywanie malucha z mercedesem. Maluch zawsze wypada blado ;-).





Różnicę widać gołym okiem. Wierzcie mi lub nie ale druga strona nogawki nie wymaga już dalszego prasowania, bo jest niemal w takim samym stanie jak nogawka pokazana na zdjęciu po prawej.
Prasując tylko po jednej stronie zdecydowanie oszczędzamy czas i możemy spożytkować go w inny milszy dla nas sposób ;).


I już na koniec moi Kochani filmik, który zobrazuje Wam różnice pomiędzy tradycyjnym żelazkiem a generatorami pary ;-) i być może ułatwi wybór właściwego urządzenia do prasowania w przyszłości



To tyle na dzisiaj ;-).
Wspaniałego dnia dla Was i udanego tygodnia.
Ja lecę prasować koszule, ale ta czynność mi już nie straszna.
Zrobię to szybciutko i dokładnie,
a potem będę się mogła oddać planowaniu kolejnych metamorfoz naszego M ;-)


OLA


 
Zachęcam również do odwiedzenia strony

http://www.zyjpelnapara.pl/

SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig