25 wrz 2017

JAK ZROBIĆ KWIETNIK MAKRAMĘ? ZAPOWIEDŹ KONKURSU

Z makramowym kwietnikiem zetknęłam się po raz pierwszy w czasach wczesnej młodości. Mniej więcej trzydzieści lata temu.  Moja mama miała rękę do kwiatów. Od "śmierci" ratowała każdy przypadek beznadziejny. Nikogo nie dziwił więc fakt, że doniczkami zastawione były podłogi i parapety. W salonie, w rodzinnym domu, przy suficie wisiały trzy sztuki makramowych kwietników. Gigantyczne paprocie, które dyndały w kwietnikach,  skutecznie blokowały dopływ światła do wnętrza...bo oczywiście wisiały przy oknie ;-).
Nie raz patrzyłam zafascynowana na misterne makramowe sploty. Materiał, z którego wykonane były wtedy makramy, nie należał jednak do moich ulubionych. Sznurek jutowy wydzielał specyficzny zapach i był bardzo nieprzyjemny w dotyku. Wybór produktów niezbędnych do "handmadu" był w sklepach wtedy bardzo ograniczony. Transformacja ustrojowa na wiele lat wyparła z domów wszystko co kojarzyło się z produktami rodem z PRL. Komody na cienkich nóżkach, meble na wysoki połysk masowo zastępowano tanimi meblami z sieciówek.  Ozdoby z PRL pokrył kurz zapomnienia.
Od kilku lat makramowe sploty zaczęły być znów modne, co mnie osobiście bardzo cieszy.  Design z  PRL znów rozgościł się w naszych salonach.
Dla mnie to świetna okazja, żeby zrealizować dziecięce marzenie i pobawić się w tworzenie makramowego kwietnika.



SHARE:

30 lis 2016

KALENDARZ ADWENTOWY NA DRABINIE

W blogosferze zaroiło się od kalendarzy adwentowych. Sypnęło nimi  obficie, jak w poniedziałek śniegiem  z warstwowej chmury. Bardzo mnie cieszy różnorodność, którą widzę na blogach: kalendarze na wieszakach, na gałązkach, na tablicach, kalendarze domki...to oznacza, że każdemu podoba się co innego więc  możemy inspirować nie tylko czytelników ale i siebie nawzajem. W przyszłym roku z pewnością skorzystam z jakiegoś patentu pokazanego przez jedną z moich blogowych koleżanek.
Kalendarz adwentowy robię od lat pięciu i w tym roku długo się zastanawiałam czy powinnam robić raz kolejny. Dziecko moje to już wszak mały mężczyzna.
Błagalny wzrok Franka, kiedy pytał czy w tym roku też przygotuję mu niespodzianki przekonał mnie, że  całe te moje starania mają sens. Może za jakiś czas, kiedy Franek dorośnie będzie opowiadał swoim dzieciom o tej naszej tradycji, tak jak ja opowiadam mu o ozdobach na choinkę, które robiłyśmy wspólnie z babcią. 

naturalny kalendarz

SHARE:

25 lis 2016

TAGI DO KALENDARZA ADWENTOWEGO - DIY

Od kilku lat cyferki do kalendarza adwentowego wyszukuję w sieci.  Korzystam z darmowych, dostępnych plików graficznych, drukuję je  i wycinam. W tym roku postanowiłam do sprawy podejść nieco bardziej ambitnie i wykonać marki samodzielnie. Tak dla równowagi, bo przy pakowaniu niespodzianek adwentowych  skorzystam z gotowego papieru.
Przy okazji tworzenia zawieszek adwentowych udało nam nakłonić Synka do Twórczej zabawy i w tej sposób  kilka innych ozdób, o których napiszę w dogodnym terminie ( patrz bliżej świąt).

numerki

SHARE:

24 paź 2016

Drabina we wnętrzu - hit czy kit??

Moda na drabiny we wnętrzu trwa  od dobrych kilku lat.
W blogosferze roi się od drabin...niemal każdy szanujący się bloger wykorzystuje drabiny w swoich stylizacjach. Mamy wieszaki na pledy i ręczniki, stojaki na bawełniane  kuleczki i wszelkiej maści sznury świetlne oraz wieszaki na ulubione magazyny na przykład:wnętrzarsko kulinarne..
Broniłam się przed drabiną rękami i nogami. Broniłam się jak w lany poniedziałek przed kubłem wody wylanym na głowę lub jak w tłusty czwartek przed zjedzeniem piątego pączka.
Nie chciałam wpuścić jej do domu, zatrzaskując za każdym razem kiedy pojawiła się na horyzoncie,  drzwi  przed jej nosem.
Z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień moja niechęć do drabin topniała jak resztki śniegu na trawnikach wiosną - systematycznie i nieubłaganie.
W ostatnich tygodniach września zabrałam się na przeistaczanie starego fotela w małe, szare cudo. Kiedy był gotowy ustawiłam go w nowym miejscu(#dobrazmiana ??) w sypialni na wsi i stwierdziłam, że sam fotel mimo, że przecudnej urody to zdecydowanie za mało.  Na taboretach w naszym domu rzadko sadzamy cztery litery, bo najczęściej wykorzystujemy je niezgodnie z przeznaczeniem ( taborety a nie tyłki ;-)). Jeden z takich taboretów odmieniłam niedawno przy pomocy farby kredowej AS w odcieniu Napoleonic Blue.  Z pewnością stary niebieski taboret byłby genialnym stoliczkiem pomocniczym ale nie dałam mu najmniejszej szansy, żeby zaistniał w tej roli...przymierzyłam go tylko do fotela, żeby odzyskać sposób ducha i utwierdzić się w przekonaniu, że intuicja nadal mnie nie zawodzi (#chrzanieskromnosc) i  że w tym miejscu taboret będzie produktem zupełnie nietrafionym. Nie mam teraz wprawdzie, gdzie odłożyć kubka z kawą, ewentualnie słodkiego, popołudniowego CO NIE CO, co może być bardzo problematyczne kiedy akurat czytam książkę i akurat trzeba przewrócić kartkę...ale ergonomii  nie ceniłam nigdy zbyt wysoko. W butach na wysokim obcasie też bolą mnie nogi i wcale mnie to nie  powstrzymuje przed zakładaniem ich.
Kiedy tylko myśl o zagospodarowaniu sypialnianego kąta drabiną zrodziła się w mej głowie,  poczułam jak opuszcza mnie UNIKATOWOŚĆ. Wydawało mi się, że jest nam z sobą całkiem dobrze ale tak naprawdę nasz związek był tylko grą pozorów. Przestało się nam układać dawno temu, kiedy zrobiłam sobie ŁAPACZ SNÓW(  w myśl zasady: ma dziad i baba, więc i ja mam) i zaczęłam przemalowywać meble na szaro.

DIY, romantyczna sypialnia

SHARE:

6 paź 2016

ŁAPACZ SNÓW - ROMANTYCZNY DODATEK DO SYPIALNI

Nigdy nie byłam fanką koloru różowego.
Kiedy moje koleżanki nosiły zwiewne sukienki, ja zakładałam  podarte jeansy oraz nabijaną ćwiekami koszulkę własnej produkcji i pędziłam na podwórko, gdzie przeistaczałam się w członka dziecięcej bandy.
Ganiałam z patykami bawiąc się w "wojnę" i strzelałam wyimaginowanymi pociskami do moich kolegów, grałam w "pokrywkę" i "podchody",
wspinałam się na drzewa i uczestniczyłam w  plemiennych naradach; jako "Bystra Strzała" wypaliłam niejedną fajkę pokoju.
Sińce i otarcia na nogach były moim znakiem rozpoznawczym(prawdę powiedziawszy są nim do dzisiaj).
 Moim pierwszym przyjacielem był Karol, który mieszkał piętro niżej,
a w szkole podstawowej nie zawiódł mnie nigdy Mariusz.
Byłam chłopczycą, a umiłowanie do: spodni, skórzanych pasków, czaszkowych wzorów i metalowych ozdób zostało mi do dzisiaj.
W sukienkach nadal nie czuję się dobrze... mam do nich taką awersję, że jak już decyduję się jakąś założyć to marudzę mężowi, żem koślawa i niezgrabna i nic na mnie nie pasuje czym doprowadzam go do szewskiej pasji.
Ola w sukience to widok naprawdę rzadki ;-).

Nie mam córki, być może łatwiej byłoby mi zaakceptować moją obecną słabość do różu. 
Dziecko(własne) w pewien sposób zmienia kobietę...odkąd urodził się F. po romansidła nie sięgam z obrzydzeniem i nawet zdarza mi się ryczeć na bajkach, jestem subtelniejsza( niekoniecznie w języku ;-)) i bardziej wyrozumiała.
U progu 38 roku życia doznałam olśnienia. Jeb...spadło na mnie znienacka, pewnego lipcowego popołudnia, kiedy przeglądałam w sieci projekty kolorowych kuchni.  Róż nie jest bee i fuj!!!
Wygląda naprawdę spoko!
Nie jest to odkrycie na miarę Kopernika, z którego będą czerpać przyszłe pokolenia
ale dzięki niemu nabrałam świadomości, że nie taka ze mnie harda,  rockendrolowa baba za jaką się miałam.
 Wyłazi na wierzch moja słodka, romantyczna  natura...zbudziła się z zimowego snu; wyrwała się spod kolana, którym dogniatałam ją w latach poprzednich.
Nie wyobrażam sobie, że zacznę nosić kiecki w "barbiowym" różu i ,że ściany oraz połowę domu na wsi przemaluję na różowo (ale 1/3 to chyba przemaluję ;-))...
Wprowadzam kolor w niewielkich ilościach: najpierw do kuchni, a teraz przy okazji modernizacji sypialni  także i do drugiego pomieszczenia
Maluję pomieszczeniom rumieńce, bo dla mnie kropla tego koloru we wnętrzu jest jak zawstydzona dziewczyna z rumieńcem na policzku( w tym wydaniu właśnie!!!) - synonimem świeżości.

Przed Wami słodki niczym wata cukrowa projekt.
Nie ostatni, bo jeśli chodzi o róż stać mnie na  więcej i będziecie mieli okazję się o tym przekonać.
W projekcie są i i mój nowy "ulubiony"kolor i delikatne koronki i odrobinę gwiazdek i jasne drewno.
Bawełna, bawełna i jeszcze raz bawełna.
Moim skromnym zdaniem nic tak nie potrafi zepsuć fajnego projektu łapacza jak połyskujące wstążki.
Kojarzą mi się ze skarpetkami zakładanymi do sandałów i białym biustonoszem pod czarną prześwitująca bluzką...ze  złym gustem.
Oczywiście wiem, że zwolenników połyskliwych detali jest tylu ile jest mrówek w mrowisku albo i jeszcze więcej.
U mnie w każdym razie połysk tylko na święta...tylko wtedy jest dla mnie strawny i do przyjęcia ( w niewielkich ilościach).

Rzut kamieniem od miejsca, w którym pracuję mam giełdę kwiatową. 
Na giełdzie są kwiaty, kwiaty i ... kwiaty(jesteście pewnie bardzo zaskoczeni) ale także: szwarc, mydło i powidło.
Nie brakuje  przedmiotów wykonanych w odmiennej od mojej stylistyce w obecności, których cierpi mój zmysł estetyczny.
 Wśród wszechobecnej tandety, skropionych brokatem wiązanek ze sztucznego kwiecia i malutkich cherubinków z gipsu wypatrzyłam jednak coś,  co wykorzystałam w swoim nowym projekcie. 
A mianowicie koronki bawełniane po 3 zł/ za 4 metry i bawełniane wstążki z postrzępionymi bokami we wszystkich kolorach świata...wyglądają nieco jak stara, sprana i podarta na paski pościel lub jak bawełniana halka nocna mojej babci i pewnie przez to swojskie skojarzenie z przeszłością tak  bardzo mi się spodobały.

romatyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów

To nie pierwszy raz kiedy robię ŁAPACZ SNÓW. 
Poprzednio plotłam go ze sznurka na okręgu  i taką wersję ŁAPACZA możecie zobaczyć TUTAJ, tym razem postanowiłam ułatwić sobie znacznie sprawę. 
Na "szmatach" kupiłam starą, gigantyczną, robioną na szydełku serwetę. 
Boki serwety były podziurawione i poplamione ale najbardziej zależało mi na jej  środku więc te 3 zł za produkt wybrakowany mogłam wydać ;-).

romatyczny łapacz snów

W poprzedniej wersji z tamborka do haftowania wykorzystałam tylko jedną część. Tym razem rozpięłam serwetę na tamborku, zupełnie w taki sposób, w jaki napina się materiał do haftowania.
Na tym etapie trzeba zadbać, żeby serweta był dobrze i równomiernie naciągnięta ( zależało mi na symetrycznym wzorze).

romatyczny łapacz snów

Kiedy już zabezpieczyłam materiał przed przesuwaniem się drugą częścią tamborka ucharatałam nadmiar serwetki nożyczkami, a potem, żeby to wszystko jako tako wyglądało podkleiłam ucięte końce klejem.
W domu akurat miałam taki jak na zdjęciach, ale mogę powiedzieć, że jest do dupy i zdarzyło mi się używać znacznie lepszych.
Jeśli macie kupować jakiś specjalnie to polecam MAGIC.
Do okręgu przymocowałam także za pomocą kleju kilka niedbale powiązanych wstążek...trzy razy...rzucając przekleństwami na prawo i lewo ( wszystko przez klej!!!) 

romatyczny łapacz snów

Gotowy łapacz wygląda całkiem nieźle.
Tym bardziej, że jest to projekt na niedziele popołudni: mało stresujący ( gdyby nie ten klej!) i mało absorbujący.

Koszt projektu to około 40-stu złotych. Jednak zostało mi jeszcze sporo bawełnianych wstążek, których pewnie  użyję nie raz, a nawet jeśli nie użyję, to są dość dekoracyjne na tych kartonowo, drewnianych szpulkach i same w sobie są piękną ozdobą

romatyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów

romantyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów


Łapacz będzie nową ozdobą mojej wiejskiej sypialni. Bardzo jestem ciekawa czy uda mi się osiągnąć zadowalający efekt.
Tymczasem miłego dnia dla Was i pięknego weekendu.

OLA

romantyczny łapacz snów


SHARE:

11 kwi 2016

JAK ZROBIĆ SKRZYNIĘ NA ZABAWKI ZE SKRZYNEK WOJSKOWYCH??

Zmiany w pokoju Franka postępują. Nie mamy już antresoli. Udało się ją przerobić bezproblemowo na klasyczne łóżko nieco wyższe od klasycznych ( wysokość narzucił gabaryt skrzyń wojskowych z dokręconymi kółkami). Zrobiliśmy to w sobotnie popołudnie w ciągu niecałych dwu godzin, po których pokój Franka ogołocony z mebli wyglądał jak stolarnia.  Tak jak przewidziałam po wstawieniu obniżonego łóżka pod okno proporcje pokoju znacznie się poprawiły.
Miejsca jest tyle samo, a może i znacznie więcej.

 
Ciężko to co poczyniłam ze starą wojskową skrzynią nazwać tutorialem.
Ograniczyłam się wszak do przykręcenia do dna czterech kółek prostych.
Skrzynie są cztery i genialnie wypełniają przestrzeń pod łóżkiem.


Pierwotnie szuflady  pod przerobione łózko miały być wykonane ze sklejki drewnianej. W naszym projekcie wymagana była sklejka o grubości 1,5 cm, a to oznaczało, że koszt samej sklejki to około 300 zł. Trochę drogo zważywszy na fakt, że remont miał być "po kosztach".

Wystarczyło poszukać  jednak w sieci, żeby znaleźć coś co odpowiada naszej wizji pokoju w 100 % i na dodatek pochodzi z magazynów wojskowych, co dla wielkiego fana filmu "Czterej Pancerni i pies" ma niebagatelne znaczenie. Kiedy tylko Franek dowiedział się, że  zamiast szuflad ze sklejki będzie miał skrzynie po amunicji...zapytał tylko: A czy skrzynki będą z amunicją??
No cóż..nie były ;-).
Koszt skrzynki w naszym wymiarze: 82x40x25 cm to 21 zł. Za cztery skrzynki z wysyłką zapłaciłam 160 zł. Nie muszę ich malować, dumać nad uchwytami, bo skrzynie mają oryginalne metalowe uchwyty...jak widać same plusy ;-). No prawie same plusy. Żeby nie było tak kolorowo skrzynie trzeba naprawdę dokładnie umyć wodą z sodą( dezynfekuje i likwiduje zapachy). Skrzynie mają specyficzny zapach. Nie pytajcie mnie czym są zaimpregnowane, bo nie wiem sama.Musi być to niezły "zajzajer", bo skrzynie użytkowane są przez wojsko nawet przez 30 lat, często leżą w błocie i wodzie ( to wiem od znajomego, który był kiedyś zawodowym żołnierzem).
Soda i tygodniowe wietrzenie pomagają pozbyć się uciążliwego zapachu.
Celowo zostawiałam odrapane naklejki, papierowe etykiety wewnątrz, nie zamalowywałam uszkodzeń, bo miał to być element z duszą.
Sami oceńcie czy jest.






Przestrzeń w czterech skrzyniach szczelnie wypełnia kolekcja klocków Lego, a po skrzyniach skacze potomek i czasem rodzice cztery litery umieszczą wiec
produkt 3 w jednym ;-).
Nie mogę Wam jeszcze pokazać całości pokoju ale wkrótce planuję premierę nowej odsłony.
Muszę jednak powiedzieć, że jestem dumna z tego co widzę i nawet proponowałam Frankowi,
że chętnie u niego zamieszkam.
Nie ma jednak na to zgody ;-).

Miłego poniedziałku i cudownego tygodnia.

OLA


A na koniec odrobinę prywaty. Ponieważ żołty jest w naszym pokoju tylko wspomnieniem z dawnych dodatków pozostała mi lampka na biurko i dwie stare tablice ...stan idealny.
Jeśli ktoś planuje zakup gadżetów w tych kolorach ja swoje chętnie sprzedam.

Lampka na biurko , wysokość  52 cm, ruchome ramię i regulowany klosz.
Cena 50 zł




Tablice samochodowe , 15 cm x 30,5 cm w cenie 25 zł/szt. Do sprzedania posiadam zieloną i żółtą.



SHARE:

23 mar 2016

WIELKANOCNE OZDOBY DIY _ KRÓLICZE USZY

W dekoracjach nie lubię przesady.
Nie podniecają  mnie ociekające kiczem wielkanocne wianuszki: plastikowe zające z wykrzywionymi minami omijam szerokim łukiem; a  puchate, żółciutkie, sztuczne kurczątka z odpadającymi po dotknięciu dziubkami nie wylądują na moim wielkanocnym stole.
To zdecydowanie nie mój styl.
Wystarczy odwiedzić markety lub pójść na giełdę kwiatową, gdzie każdy regał ugina się od tego badziewia; żeby dojść do wniosku, że taka estetyka ma także swoich zwolenników...nawet całkiem spore grono.
Naturalne ozdoby wśród wszechobecnej tandety są wyjątkiem.
Przyjmuję do wiadomości ;-)...z pokorą.
Mam swoje " za uszami" ale od lat nie kroczę drogą wybrukowaną plastikiem.

I tym razem stawiam na mnóstwo naturalnych ozdób ( gałązki wierzby i eukaliptusa, przepiórcze jajka)...i na własnoręcznie wykonane królicze uszy.


wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg

Myślę, że każdy poradzi sobie z wyzwaniem w czasie krótszym niż pięć minut.
Odcinamy cążkami drut długości około 40 cm. W połowie odległości formujemy kółko. Najlepiej owinąć drut wokół tuby o odpowiedniej średnicy to wtedy kółko wychodzi idealnie okrągłe.

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg
 
Skręcamy drut dwa razy, żeby utrwalić kształt kółka, a następnie formujemy królicze uszy.

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg
Jeśli chodzi o przyczepienie uszu do kolistej konstrukcji  robimy to w dowolny sposób. Każdy z pewnością znajdzie swój własny ;-) i to jest w tym projekcie najfajniejsze .

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg

Nakładamy uszy na jajko i voila królicza ozdoba stołu gotowa.

wielkanocne dekoracje, zdobienie jajek, easter egg
W zeszłym roku także nie przesadzałam z ozdobami, postawiłam na papier i naturalne materiały, bo według mnie są one najpiękniejsze.

Oto moje zeszłoroczne króliki origami : figurki i wyklejane taśmą washi na ścianie.
Jeśli macie ochotę podejrzeć jak się je robi zapraszam TUTAJ. 

No i zdobione drewniane jajka. Jak je ozdobić własnoręcznie pokazuję TUTAJ.


A teraz zupełnie na koniec chciałabym Wam życzyć pięknej, rodzinnej Wielkanocyt.
Chociaż to tylko trzy dni spróbujcie wypocząć i znaleźć czas dla siebie .

OLA


SHARE:

30 lis 2015

KALENDARZ ADWENTOWY W ZŁOCIE I ZIELENI

Ostatnie miesiące roku mijają z szybkością błyskawicy. 
Jednak pomimo natłoku spraw i ilości zobowiązań kalendarz adwentowy po prostu musiał powstać. 
Nie dla mnie, nie dla mojego męża ale po to żeby nie rozczarować Franka.
Kalendarz adwentowy to  24 dni przyjemności
i nie ma znaczenia, że każde z nas zupełnie inaczej tę przyjemność postrzega.
On - syn w radości z prezentów, my - rodzice w radości z jego uśmiechu.
 To uczucie kiedy widzisz jak drżącymi rękoma rozrywa codziennie nową paczuszkę i ta świadomość, że się tworzy wspomnienia i dobre, pogodne dzieciństwo - BEZCENNE.

Chciałam aby nasz kalendarz  składał się z wielu naturalnych materiałów: szyszek, drewnianych gwiazdek, choinki.  Szybko jednak okazało się, że same torebki są  tak ozdobne, że  prócz kilku małych świerkowych gałązek (ciekawe czy ktoś je znajdzie) mój kalendarz nic więcej nie potrzebuje.

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

Tak jak w poprzednim roku do wykonania torebek na prezenty użyłam kartek A4 ze wzorami wydrukowanymi na drukarce laserowej. Jak z kartek wykonać  torebeczki na prezenty pokazywałam w zeszłym roku TUTAJ.

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR
Retro wzory w zieleni i brązie  złamałam złotem, 
żeby było odrobinę świątecznie ale też dlatego, że w naszej sypialni zachodzą małe zmiany, 
a ponieważ wieszak na pocztówki, który jest szkieletem kalendarza adwentowego wisi w sypialni
to kalendarz musiał komponować się z nowym wystrojem ;-).
Broniłam się przed tą strojną  wersją, bo od zawsze wolę minimalistyczne ozdoby, unikam połysku wszelkiego jak ognia.
Zieleń i brąz złamane złotem wyglądają razem całkiem smacznie.

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

Do środka włożyłam: słodycze, malutkie saszetki z transformersami, figurki żółwi NINJA i książki czyli wszystko to co mali chłopcy lubią najbardziej. 
A ponieważ tak mało mamy ostatnio czasu dla siebie wpadłam na pomysł, 
żeby do każdej paczuszki wrzucić karteczkę z zadaniem, którą będziemy mogli 
wykonać we trójkę.
Zadania na każdy dzień grudnia, bez wyjątku.
Wspólne gry, zabawy, spacery, wypady do kina, pieczenie pierników i oglądanie filmów.
Kiedy człowiek zatraca się w pracy naprawdę ciężko jest zwolnić.
Czas dla nas pozwoli na nowo dostrzec najważniejszy cel,
który czasem majaczy na horyzoncie.
 RODZINĘ. 

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

KALENDARZ ADWENTOWY, ADVENT CALENDAR

Nie ma co ściemniać, mój kalendarz nie jest kalendarzem do wykonania w ostatniej chwili.
 Tydzień myślałam nad wersją kolorystyczną, a klejenie torebek i  opakowywanie prezentów, a następnie przytwierdzanie ich do wieszaka zajęło mi kilka godzin ( nie jedną a raczej trzy ;-)).
Chociaż nie wykazałam się przy jego tworzeniu zbytnia kreatywnością ( bo przecież jest niezwykle podobny do zeszłorocznego) wykonanie go przy deficycie wolnego czasu uważam za wielkie osiągnięcie. I jestem z niego naprawdę dumna.

Jeśli macie ochotę zobaczyć moje kalendarze z poprzednich lat:

- wersja czarno biała dostępna TUTAJ



-wersja czerwono biała z początków mojego blogowania  TUTAJ



Miłego dnia i wspaniałego tygodnia

OLA


SHARE:

7 wrz 2015

Naścienny ogródek w mojej kuchni

Mam swoje ulubione sklepy i Józek do nich nie należy.
Mam nadzieję, że tym stwierdzeniem nie podpadnę teraz nikomu.
Moja niechęć bierze się ze złych doświadczeń z przeszłości ;-).
Już teraz dokładnie nie pamiętam: "o co poszło" jednak zadra była tak wielka,
że unikałam sklepu jak ognia.
W blogosferze wnętrzarskiej wieści rozchodzą się z szybkością błyskawicy więc kiedy na koncie instagramowym Agnieszki zobaczyłam heksagonalne półeczki postanowiłam przełamać swoją niechęć i sklep odwiedzić.

Jak się okazało jakość idzie w parzę z ceną. Za 85 zł nie ma się co spodziewać produktu na najwyższym poziomie ale półeczki są wykonane dość starannie,  ze sklejki i litej paulowni, która nie została zaimpregnowana. Kupując je miałam na nie pomysł. Ponieważ od dawna chodził mi po głowie naścienny ogródek postanowiłam, że heksagonalne półeczki wykorzystam właśnie do jego zrobienia.


Nie byłabym sobą gdybym zostawiła je w spokoju. Po pierwsze dlatego, że w wersji oryginalnej  średnio pasowały do mojej kuchni. A po drugie dlatego, że lubię swoje przeróbki i nadawanie rzeczom indywidualnego charakteru. Do metamorfozy półeczek wykorzystałam mój ulubiony wosk.


Zabezpieczyłam tył półeczek taśmą, wosk nałożyłam miękką szmatką, a po jego wyschnięciu przetarłam całość watą stalową. Zajęło mi to około godziny. Mąż nawet bez wielkiego gadania powiesił gotowe półki. Pod koniec pracy stwierdził tylko, że: "medal dla tego co wymyślił sposób mocowania" i że:" na cięższe rzeczy się nie nadaje". Ale ja przecież od samego początku nie chciałam tam kłaść ciężkich rzeczy. Ulubione ziółka:melisa, mięta i bazynia wychylają swe zielone włoski z metalowych osłonek i można je sobie skubnąć w dowolnym momencie ;-). To lubię ;-).





Mam ostatnio fazę na zielone więc te naścienne elementy mojej kuchni doskonale się wpisują w moje potrzeby. To malutka zmiana ale bardzo mnie cieszy.
Miłego tygodnia dla Was i fajnego poniedziałku.

OLA




SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig