21 mar 2018

ODMIENIONA SYPIALNIA W BLOKU

Czy ktoś tu jeszcze zagląda? Mam nadzieję, że tak.
Namawiam Was dzisiaj, żebyście zerknęli do naszej sypialni.  Remont sypialni skończyliśmy blisko rok temu. W ciągu tego czasu  zmienialiśmy wzory pościeli, poszewek, lampiony...naprawdę drobne rzeczy, które pozwoliły na to, żeby wnętrze za szybko się nie znudziło. Nie ma przecież znaczenia rozmiar zmian, które w danej przestrzeni zachodzą. Każda nawet najdrobniejsza może wpłynąć na nasze postrzeganie przestrzeni.
Ustawienie mebli jest według mnie teraz optymalne, nie w głowie mi więc dalsze eksperymenty.
Przy metrażu jaki posiada nasza sypialnia(niecałe 8 metrów) i całkiem duże okno (co akurat uważam za plus) na szaleństwa z przestawianiem mebli nie mogę sobie raczej pozwolić.

Może pamiętacie, że w "prehistorycznych" czasach nasze łóżko było nieco odsunięte od okna. Niby fajnie, bo dostęp do niego mieliśmy z dwu stron. Ale wydaje mi się że wtedy było w sypialni mniej miejsca. Takie miałam odczucia wizualna...bo przecież wiadomo, że przestrzeń sypialni nie jest z gumy( nie kurczy się ani nie naciąga).  Dosunięcie łóżka do okna kompletnie nie wpłynęła na komfort jego użytkowania. Zyskaliśmy za to dodatkową przestrzeń blisko szafy...dzięki czemu możemy swobodnie z niej korzystać. Dostęp do okna, czy rolety tez nie jest zły i bez problemu radzimy sobie podczas poranno wieczornych czynności polegających na wietrzeniu pomieszczenia i rozwijaniu/zwijaniu rolety.
Czasami zdarzało się, że mąż, wchodząc do łóżka potracił przez przypadek drabinę, a wtedy literki W i A spadały z niej z wielkim hukiem. Całemu procesowi towarzyszyły siarczyste przekleństwa. Wystarczyła zmiana położenia drabinki ( przesunięcie jej bliżej okna) oraz przełożenie literek na parapet  i nasz mały problem został wyeliminowany.


Podstawową zmianą jaka zaszła w sypialni jest wymiana grafik z leśnych...na leśne ;-).

SHARE:

10 maj 2017

"DYWAN ZAWSZE W MODZIE" - SYPIALNIA z KOMFORTEM

Całkowicie odmienioną sypialnią cieszymy się już cztery miesiące. O zmianach, które zaszły w sypialni pisałam TUTAJ. Obecny jej wygląd jest przeciwwagą do tego, co mieliśmy w tym pomieszczeniu przez blisko trzy lata. Pożegnaliśmy się z czarną ścianą, która grała pierwsze skrzypce. Znacznie ograniczyliśmy także ilość dodatków, bo ich nadmiar zaczynał mnie męczyć. Zależało mi, aby aranżacja była spójna i żeby w tym pomieszczeniu było znacznie jaśniej niż dotychczas. Sypialnia znajduje się od strony wschodniej więc słońce mamy tutaj tylko w godzinach porannych.
Ostatnie zmiany wymusiły na mnie likwidację starej, wysłużonej wykładziny. Wykładzina była w kolorze ciemnego brązu i mieliśmy ją w sypialni około siedmiu lat, a więc szmat czasu. Chyba nigdy nie mieliście okazji jej oglądać ale uwierzcie mi na słowo, nie było się czym chwalić ;-)
Odsłoniłam  dębowy parkiet( nasze mieszkanie jest w starym, czterdziestoletnim bloku, a parkiet jest  niewiele młodszy;-)), a przy łóżku położyłam niewielki dywanik  w rozmiarze 90x110 cm.
Muszę przyznać, że często działam impulsywnie, bo nie lubię jak "dopieszczanie projektu" rozciąga się w czasie. Irytują mnie wszelkie prowizorki. Błyskawiczne decyzje nie zawsze są słuszne i często wymagają korekty ;-).
Z perspektywy kilku miesięcy muszę stwierdzić, że wybór dywanu o takich rozmiarach nie był trafionym pomysłem. Dywanik jest stanowczo za mały. Choć jest dobrej jakości i w pasujących kolorach wizualnie po prostu " nie leży". Musiałam poszukać czegoś innego.

Oto moje oczekiwania co do nowego dywanu :
- odpowiedni rozmiar: za odpowiednią uznałam szerokość: powyżej 110 cm i nie większą niż 160 cm oraz długość powyżej 160 cm i nie większą niż 230 cm. Zależało mi, aby dywan nie zajmował całej podłogi, żeby wypełnił miejsce znajdujące się przed łóżkiem, a nie pod nim.
-odpowiedni kolor: akceptuję beże, szarości i wszelkie ich kombinacje
 -odpowiedni wzór: zależało mi, żeby wzór nie zdominował wnętrza, był jego nienachalnym dopełnieniem
- odpowiednie włókno - zdecydowałam, że na dywan nie chcę wydać więcej niż 600 zł. Oczywiście, że w takiej cenie można znaleźć dywany z naturalnego włókna (np. juty, bawełny), ale ponieważ ma być to dywan do sypialni powinien być przyjemny dla stóp i miękki. Stawiam więc na polipropylen, najpopularniejsze sztuczne włókno, które jest łatwe w pielęgnacji i ma właściwości antyalergiczne.

Nie wyobrażam sobie domu bez dywanów. Choć od lat mamy w domu dębowy parkiet( obecnie odnowiony i zaolejowany) i już on sam nadaje naszym wnętrzom przytulności, to i tak bardzo lubię
 "ubierać" podłogi w dywany.
Dywan  zmienia charakter wnętrza. Może je całkowicie  odmienić. Odpowiednio dobrany nadaje mu przytulności, świeżości. Niewłaściwy potrafi zepsuć  nawet najpiękniejsze aranżację. Oczywiście dobór dywanu jest sprawą bardzo indywidualną i niekoniecznie produkt, który wybieram do swojego mieszkania musi podobać się każdemu.  

Starałam się, żeby dywany, które wybrałam z oferty sklepu KOMFORT spełniały moje wymagania w 100%. Choć daleka jestem od wszelkich szaleństw kolorystycznych( zarówno we wnętrzach jak i w ubiorze)to w przypadku dywanu zdecydowałam się na odrobinę szaleństwa( czytaj: niebieskie włókna ;-)).
Trzeba niemałej siły i kilku godzin, aby zaaranżować dywany we wnętrzu.
Z pewnością byłoby mi o wiele łatwiej, gdyby sypialnia była znacznie większa( nasza ma niespełna 6 metrów kwadratowych); a wyłożenie każdego dywanu nie wiązało się z przestawieniem większości mebli.
 THEMA ANCIENT to  dywan, który jest przyjemny i miły w dotyku, co jak już wspominałam, ma dla mnie niebagatelne znaczenie. Na tym dywanie ciemniejsze włókna przeplatają się z jaśniejszymi, zarówno na szarej postawie jak i wypukłym antycznym wzorze w odcieniach niebieskiego; uzyskany efekt cieniowania szalenie mi się podoba.  Mimo, że aktualnie dopełniającą barwą w mojej sypialni jest kolor zielony to "sprany" wypukły wzór całkiem nieźle wpisał się w skandynawski, oszczędny look sypialni. Moje obawy związane zarówno z wzorem i z kolorem okazały się zupełnie bezpodstawne. Cena dywanu także jest bardzo zachęcająca.

THEMA ANCIENT
Rozmiar dywanu: 120x170 cm
Włókno: polipropylen
Cena dywanu: 349 zł


SHARE:

3 lut 2017

METAMORFOZA SYPIALNI

Wyszedł mi ten projekt.
Realizacja rozciągnęła się wprawdzie w czasie niemiłosiernie ale  kiedy kładę się spać w mojej odmienionej sypialni to naprawdę myślę, że jestem debeściakiem - "you know what I mean" . Przez ostatnie miesiące pracowałam bez zbędnej spiny i może właśnie dlatego z efektów metamorfozy  jestem z niego aż tak zadowolona ;-).


SHARE:

27 paź 2016

ROMANTYCZNA SYPIALNIA W DOMU NA WSI

Na palcach jednej ręki mogę policzyć ile weekendowych wyjazdów do domu na wsi przed nami. Jak pewnie pamiętacie nasz dom na wsi, na zimę zostanie zamknięty, bo po 5 dniach nieobecności (praca i szkoła w mieście), kiedy temperatura na zewnątrz spada poniżej zera, nie bylibyśmy w stanie nagrzać starych murów do temperatury w której można normalnie egzystować. Bardzo się wobec tego cieszę, że udało mi się skończyć remont naszej letniej sypialni.
Ze starym domem jest trochę jak z dzieckiem. Dbamy o nasze dziecko, karmimy,  myjemy, zakładamy "cieplejsze rzeczy" kiedy pierwsze chłody za oknem. Czasem jednak pomimo naszych starań dziecko zaczyna chorować.
Nasz stary dom zachorował. Ściany w przedpokoju  toczy grzyb, a miałam nadzieję, że poradziliśmy sobie z tą niszczycielską "chorobą". Na wiosnę skuliśmy tynki, dokładnie wysuszyliśmy mury, zlaliśmy całość środkiem grzybobójczym. Na początku września ścianę naprawiliśmy zgodnie ze sztuką. Grzyb podstępnie ukryty jednak znów zaatakował .  Wilgoć w ścianie może znacznie osłabić konstrukcję, a niechciany "lokator"nie jest bezpieczny dla zdrowia - zmartwienie jest więc duże. Na dodatek nie wiemy gdzie szukać przyczyny problemu, bo dach wydaje się być szczelny.
Wprawdzie nie to jest tematem dzisiejszego posta ale ponieważ traktuję blog jako swoisty pamiętnik, nie mogłam o tym nie wspomnieć.

 Przedstawiam Wam naszą odmienioną, letnią sypialnię.
Nasza sypialnia jest teraz bardzo kobieca. Znajdziecie w niej bardzo dużo różu, na punkcie którego oszalałam w letnim sezonie i trwam w szaleństwie z uśmiechem na ustach. Pisałam już o tym kiedyś, ale napiszę raz jeszcze: kropla różu sprawia, że w pomieszczeniu pojawia się energia, której ostatnio bardzo potrzebuję. Zależało mi też na tym, żeby i mój mąż, z którym tę sypialnię dzielę czuł się w niej dobrze więc róż połączyłam z szarością. Szare dodatki udało mi się nabyć w bardzo okazyjnych cenach na wyprzedażach w H&M Home. Większość starych, niepasujących dekoracji znalazła nowych właścicieli więc nie pozostaje mi nic innego jak bardzo Wam podziękować, że zechcieliście je przygarnąć.
To też dzięki Wam udało mi się zrealizować mój plan w 100%.

dom na wsi, letni dom

SHARE:

6 paź 2016

ŁAPACZ SNÓW - ROMANTYCZNY DODATEK DO SYPIALNI

Nigdy nie byłam fanką koloru różowego.
Kiedy moje koleżanki nosiły zwiewne sukienki, ja zakładałam  podarte jeansy oraz nabijaną ćwiekami koszulkę własnej produkcji i pędziłam na podwórko, gdzie przeistaczałam się w członka dziecięcej bandy.
Ganiałam z patykami bawiąc się w "wojnę" i strzelałam wyimaginowanymi pociskami do moich kolegów, grałam w "pokrywkę" i "podchody",
wspinałam się na drzewa i uczestniczyłam w  plemiennych naradach; jako "Bystra Strzała" wypaliłam niejedną fajkę pokoju.
Sińce i otarcia na nogach były moim znakiem rozpoznawczym(prawdę powiedziawszy są nim do dzisiaj).
 Moim pierwszym przyjacielem był Karol, który mieszkał piętro niżej,
a w szkole podstawowej nie zawiódł mnie nigdy Mariusz.
Byłam chłopczycą, a umiłowanie do: spodni, skórzanych pasków, czaszkowych wzorów i metalowych ozdób zostało mi do dzisiaj.
W sukienkach nadal nie czuję się dobrze... mam do nich taką awersję, że jak już decyduję się jakąś założyć to marudzę mężowi, żem koślawa i niezgrabna i nic na mnie nie pasuje czym doprowadzam go do szewskiej pasji.
Ola w sukience to widok naprawdę rzadki ;-).

Nie mam córki, być może łatwiej byłoby mi zaakceptować moją obecną słabość do różu. 
Dziecko(własne) w pewien sposób zmienia kobietę...odkąd urodził się F. po romansidła nie sięgam z obrzydzeniem i nawet zdarza mi się ryczeć na bajkach, jestem subtelniejsza( niekoniecznie w języku ;-)) i bardziej wyrozumiała.
U progu 38 roku życia doznałam olśnienia. Jeb...spadło na mnie znienacka, pewnego lipcowego popołudnia, kiedy przeglądałam w sieci projekty kolorowych kuchni.  Róż nie jest bee i fuj!!!
Wygląda naprawdę spoko!
Nie jest to odkrycie na miarę Kopernika, z którego będą czerpać przyszłe pokolenia
ale dzięki niemu nabrałam świadomości, że nie taka ze mnie harda,  rockendrolowa baba za jaką się miałam.
 Wyłazi na wierzch moja słodka, romantyczna  natura...zbudziła się z zimowego snu; wyrwała się spod kolana, którym dogniatałam ją w latach poprzednich.
Nie wyobrażam sobie, że zacznę nosić kiecki w "barbiowym" różu i ,że ściany oraz połowę domu na wsi przemaluję na różowo (ale 1/3 to chyba przemaluję ;-))...
Wprowadzam kolor w niewielkich ilościach: najpierw do kuchni, a teraz przy okazji modernizacji sypialni  także i do drugiego pomieszczenia
Maluję pomieszczeniom rumieńce, bo dla mnie kropla tego koloru we wnętrzu jest jak zawstydzona dziewczyna z rumieńcem na policzku( w tym wydaniu właśnie!!!) - synonimem świeżości.

Przed Wami słodki niczym wata cukrowa projekt.
Nie ostatni, bo jeśli chodzi o róż stać mnie na  więcej i będziecie mieli okazję się o tym przekonać.
W projekcie są i i mój nowy "ulubiony"kolor i delikatne koronki i odrobinę gwiazdek i jasne drewno.
Bawełna, bawełna i jeszcze raz bawełna.
Moim skromnym zdaniem nic tak nie potrafi zepsuć fajnego projektu łapacza jak połyskujące wstążki.
Kojarzą mi się ze skarpetkami zakładanymi do sandałów i białym biustonoszem pod czarną prześwitująca bluzką...ze  złym gustem.
Oczywiście wiem, że zwolenników połyskliwych detali jest tylu ile jest mrówek w mrowisku albo i jeszcze więcej.
U mnie w każdym razie połysk tylko na święta...tylko wtedy jest dla mnie strawny i do przyjęcia ( w niewielkich ilościach).

Rzut kamieniem od miejsca, w którym pracuję mam giełdę kwiatową. 
Na giełdzie są kwiaty, kwiaty i ... kwiaty(jesteście pewnie bardzo zaskoczeni) ale także: szwarc, mydło i powidło.
Nie brakuje  przedmiotów wykonanych w odmiennej od mojej stylistyce w obecności, których cierpi mój zmysł estetyczny.
 Wśród wszechobecnej tandety, skropionych brokatem wiązanek ze sztucznego kwiecia i malutkich cherubinków z gipsu wypatrzyłam jednak coś,  co wykorzystałam w swoim nowym projekcie. 
A mianowicie koronki bawełniane po 3 zł/ za 4 metry i bawełniane wstążki z postrzępionymi bokami we wszystkich kolorach świata...wyglądają nieco jak stara, sprana i podarta na paski pościel lub jak bawełniana halka nocna mojej babci i pewnie przez to swojskie skojarzenie z przeszłością tak  bardzo mi się spodobały.

romatyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów

To nie pierwszy raz kiedy robię ŁAPACZ SNÓW. 
Poprzednio plotłam go ze sznurka na okręgu  i taką wersję ŁAPACZA możecie zobaczyć TUTAJ, tym razem postanowiłam ułatwić sobie znacznie sprawę. 
Na "szmatach" kupiłam starą, gigantyczną, robioną na szydełku serwetę. 
Boki serwety były podziurawione i poplamione ale najbardziej zależało mi na jej  środku więc te 3 zł za produkt wybrakowany mogłam wydać ;-).

romatyczny łapacz snów

W poprzedniej wersji z tamborka do haftowania wykorzystałam tylko jedną część. Tym razem rozpięłam serwetę na tamborku, zupełnie w taki sposób, w jaki napina się materiał do haftowania.
Na tym etapie trzeba zadbać, żeby serweta był dobrze i równomiernie naciągnięta ( zależało mi na symetrycznym wzorze).

romatyczny łapacz snów

Kiedy już zabezpieczyłam materiał przed przesuwaniem się drugą częścią tamborka ucharatałam nadmiar serwetki nożyczkami, a potem, żeby to wszystko jako tako wyglądało podkleiłam ucięte końce klejem.
W domu akurat miałam taki jak na zdjęciach, ale mogę powiedzieć, że jest do dupy i zdarzyło mi się używać znacznie lepszych.
Jeśli macie kupować jakiś specjalnie to polecam MAGIC.
Do okręgu przymocowałam także za pomocą kleju kilka niedbale powiązanych wstążek...trzy razy...rzucając przekleństwami na prawo i lewo ( wszystko przez klej!!!) 

romatyczny łapacz snów

Gotowy łapacz wygląda całkiem nieźle.
Tym bardziej, że jest to projekt na niedziele popołudni: mało stresujący ( gdyby nie ten klej!) i mało absorbujący.

Koszt projektu to około 40-stu złotych. Jednak zostało mi jeszcze sporo bawełnianych wstążek, których pewnie  użyję nie raz, a nawet jeśli nie użyję, to są dość dekoracyjne na tych kartonowo, drewnianych szpulkach i same w sobie są piękną ozdobą

romatyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów

romantyczny łapacz snów

romatyczny łapacz snów


Łapacz będzie nową ozdobą mojej wiejskiej sypialni. Bardzo jestem ciekawa czy uda mi się osiągnąć zadowalający efekt.
Tymczasem miłego dnia dla Was i pięknego weekendu.

OLA

romantyczny łapacz snów


SHARE:

27 wrz 2016

ZMIANY W LETNIM DOMU - CIĄG DALSZY

Do zamknięcia domu na wsi na zimę został jakiś miesiąc.
 Tydzień temu gdzieś między jednym ciastkiem, a drugim, pomyślałam sobie, że fajnie by było coś jeszcze zmodyfikować w sypialni.
COŚ to malowanie ścian ( przed nami), malowanie mebli ( w trakcie) i zmiana dodatków ( także w trakcie).
Nie pozostało mi nie innego tylko spinać poślady i zabrać się do pracy.
Chociaż kilka rzeczy już udało się zrobić ( przy niemałej pomocy bratanicy- dzięki Małgosiu).
to jednak pracy jest naprawdę sporo więc pewnie szybko efektu końcowego nie zobaczycie.

Zwykle kiedy zaczynam jakiś projekt to wydaje mi się, że zrealizuję swoje plany niemal od ręki. 
W trakcie prac jednak okazuje się, że farba schnie wolniej niż bym chciała, a nowy materiał na obiciu fotela nie układa się tak jak powinien. 
Nie tylko "problemy techniczne" dają w kość.
Czasem po prostu mi się nie chce, jestem zmęczona ciągłą bieganiną i życiem na pełnym gazie.
Od dwu miesięcy nie miałam w naszym letnim domu nawet kilku chwil wytchnienia, bo chwil tylko dla siebie mam całkiem sporo.
Nikt mnie nie zmusza do ciągłych metamorfoz, wręcz przeciwnie mąż bezustannie zachęca mnie do odpoczynku.
Nie jestem typem, który czerpie radość z leżenia!
Ja po prostu muszę być w ciągłym ruchu i czasem nawet kiedy ciało odmawia posłuszeństwa,
umysł stawia ciało do pionu.
Tak mam na treningach, tak mam podczas każdej pracy, której się podejmuję.
Balansuję na granicy i bywa, że tą granicę przekraczam.

wiejska sypialnia

Jeśli pamiętacie moją wiejską sypialnię to niemal od razu zauważycie, że zmienił się kolor szafek nocnych i łóżka. Wszystko ostatnio przemalowuję na szaro i...różowo. Szarość fajnie kontrastuje z bielą ścian i chociaż czasem wyobrażam sobie, że biel na ścianie znika i zastępuje ją jakiś inny kolor mój prywatny głos rozsądku ( MĄŻ, który po mojej minie jest już w stanie rozpoznać, że COŚ chodzi mi po głowie) sprowadza mnie na ziemię.

letni dom sypialnia

narzuta w kwiaty

Wersję sypialni tylko z kolorem niebieskim widzicie dzisiaj po raz ostatni. 
Narzuta już znalazła nowego właściciela, a ja znalazłam dla siebie coś prostszego i w innym kolorze.
Niebieski to nadal będzie kolor dominujący w naszym letnim domu ale będzie go znacznie mniej niż dotychczas.
Mamy z moim W. taki weekendowy zwyczaj. 
Mocna kawa po obiedzie, żeby się spać nie chciało. Nie wiem jak Was ale mnie pełen brzuch rozleniwia  więc ta kawa stawia na nogi. Po tym jak kawę przyniosłam do sypialni to zgoniłam męża z łóżka, bo przecież zdjęcia zrobić muszę. 
I co?? I zanim obfociłam KUBKI z kawą i nową pastelową TACĘ i nowe ustawieni łóżka i starą skrzynię przed nim; to kawy były już kompletnie zimne.
Tak wygląda życie z blogerką wnętrzarską ;-).

sypialnia na wsi

skzynia posagowa

W znacznym stopniu zmieniłam także rozkład mebli w sypialni. Skrzynię na pościel dostawiłam do łóżka i toczymy z mężem spory, która wersja była lepsza. On upiera się, że poprzednia. Ja, że aktualna. Może kiedy już uda mi się ogarnąć te zmiany w naszej sypialni i będę Wam mogła pokazać całość to wtedy rozstrzygniecie nasz mały spór. 
Witryna spod okna wyjechała na przeciwległą ścianę. 
W tym przypadku już nikt z nas nie ma wątpliwości, że w tym miejscu wygląda lepiej. 
Wreszcie widać, co siedzi w jej "brzuchu" i szklane szybki genialnie odbijają światło, 
co w przypadku ciemnej nory, którą zwykle bywa nasza sypialnia jest rzeczą bardzo ważną ;-).
Oczywiście wiem, że wolelibyście ją zobaczyć i sami ocenić ale 
 musimy poruszać się w sferze wyobrażeń, bo ja bardzo ale to bardzo nie lubię pokazywać niedokończonego projektu ;-).

Jesień w trakcie więc cieszę oczy iście jesiennymi dekoracjami.
Dynie ozdobne uwielbiam od zawsze i wiem, że to nie tylko dekoracja piękna ale i dość trwała.
Goszczą w naszym domu od kilku lat, zawsze w tych samych wybarwieniach: od zielonej, przez żółte aż do soczystego pomarańczu...to dla mnie takie jesienne barwy.

dekoracje jesienne

Tym razem dynie poustawiałam na stolikach nocnych i skrzyni, a część z nich wsadziłam do prostego białego metalowego KOSZYKA i postawiłam na kuchennym stole.
Niestety kwiaty słonecznika z trudem wytrzymały u mnie dwa dni, a żałuję, bo piękne!!!
Najpierw padły im zielone liście, które obrywałam już od piątku...w niedzielę kwiaty wyglądały jakby niejedno już przeszły.

jesienne dekoracje

pastelowa kuchnia


sypialnia w domu na wsi

Udało mi się też spełnić moje małe, wnętrzarskie marzenie. Faza na róż trwa u mnie w najlepsze więc w nowej kuchni nie mogło zabraknąć różowego ZEGARA.
No taki piękny on, jak cukiereczek.
A przy tym bardzo fajnie wykonany...metal, a nie żaden plastik.
Poprzednio miałam tutaj stary zegar, po babci. Kwiatowy wzór nadawał mu swoistego uroku. Niestety materiał (plastik fantastik) sprawiał, że nie był on moją ulubioną pamiątką po przodkach.
Z nieskrywanym entuzjazmem schowałam staruszka do kartonu i wyniosłam na strych.
Miejsce staruszka zajął produkt Marki IB LAURSEN, który znalazłam (podobnie jak koszyk, kubki i niebieską tacę) w sklepie SCANDISHOP

pastelowa kuchnia

pastelowa kuchnia

W sklepie SCANDISHOP znajdziecie produkty  48 marek. Pozwolę sobie przytoczyć nazwy chociaż kilku: IB LAURSEN, BLOOMINGVILLE, HOUSE OF RYM, JOSEPH&JOSEPH.
Sklep oferuje bardzo bogaty asortyment produktów we wszystkich kolorach: meble, lampy, rzeczy do przechowywania, tekstylia, dekoracje, czarne, białe, czerwone, niebieskie, różowe, szare.
Cieszę się, że podczas buszowania po wirtualnych sklepowych półkach zawęziłam poszukiwania do kilku kolorów, w przeciwnym razie nie wiem czy umiałabym się zdecydować.

1,  2,  3,  4

A już na koniec chciałabym Wam pokazać, jak magicznie czasem wygląda moja Chatka.
Lubię te jesienne popołudnia kiedy słońce wpada do kuchni przez okno lub do sypialni napełniając ją bursztynowym blaskiem. W minioną niedzielę udało mi się uchwycić MAGIĘ przy kuchennym oknie ;-).

kuchenne detale

wiejska kuchnia

wiejska kuchnia

Miłego dnia dla Was i pięknego tygodnia.

OLA

SHARE:

13 paź 2014

AMBER BEDROOM

Miniony weekend miałam bardzo pracowity
(chyba Was już do tego przyzwyczaiłam, że weekendy zwykle mam bardzo intensywne ;-)).
Udało mi się skończyć pokój Frania (postaram się go pokazać w następnym poście). 
I naprawdę myślałam, że sobie trochę odpocznę jednak
w sobotę wpadł mi do głowy pomysł, 
żeby stary "uciorany" farbą taboret przerobić na stoliczek do fotela.
Brakowało mi w naszej sypialni miejsca gdzie mogłabym odłożyć herbatę lub czytaną książkę.
Zapewne wiecie, że u mnie jeśli jest akcja to musi być i reakcja.
Wobec tego w kilka godzin powstał niebieściutki stoliczek.
Nie zawoskowałam jeszcze blatu tabortu, bo całość dobrze nie przeschła, a nasz powrót do Krakowa zbliżał się wielkimi krokami.

 Czekałam na odpowiednie światło aby mebel sfotografować.
Nie było jak!!! Chmury za oknem sprawiały, że wnętrze naszej sypialni było dość ponure.
Rozpogodziło się dopiero wieczorem, a wtedy słońce chyliło się już ku zachodowi uporczywie zaglądając przez okno do wnętrza domu.
Takie ostre światło tylko szkodzi zdjęciom.
Ale wreszcie przyszedł ten moment...kilkanaście minut
kiedy nasza sypialnia napełniła się bursztynowym blaskiem.
Chwyciłam za aparat i w ten sposób wraz ze zdjęciami stoliczka
macie w gratisie zdjęcia naszej bursztynowej komnaty ;-).

W takich chwilach cieszę się, że piec jest miodowy, ramy obrazów i
sufitowa lampa w kolorze starego złota.
Światło pięknie się na nich załamuje.




A oto jak powstawał mój nowy stoliczek z taboretu. 
Najpierw taboret(mój był sosnowy lakierowany), starannie wyszorowałam wodą z mydłem, następnie nałożyłam warstwę farby Autentico. Kiedy druga warstwa farby dobrze wyschła wszystkie ranty krzesła przetarłam papierem ściernym o średniej gradacji. Potem na siedzisku/blacie namalowałam wzór nawiązujący do wzoru ze skrzyni na pościel. Na koniec całość zawoskowałam.


To już taboret po zmianach. Mała rzecz, a cieszy. Oczywiście zadbałam aby kolorystyka pasowała do wnętrza i stylistyką nawiązywała do posagowej skrzyni,
którą odnawiałam już wcześniej. 


Do Chatki przywiozłam także ampersand od Al. Pierwotnie miał być w mojej miejskiej sypialni ale nie zagrzał tam długo miejsca. Zdecydowanie lepiej pasuje do domu na wsi, a z żółtymi dyniami ozdobnymi i ażurowymi lampionami tworzą zgrany tercet.
Wprowadziłam do tego wnętrza dosłownie kilka żółtych akcentów kolorystycznych.
Zaraz zrobiło się przytulniej ;-).



W ogrodzie jesień zadomowiła się na dobre. Liści na drzewach zdecydowanie mniej niż tydzień temu. Za domem swobodnie można w nich brodzić.


 I to wszystko na dzisiaj. 
Mam nadzieję, że mieliście udany weekend i że udało się Wam naładować akumulatory.
Cieszą mnie bardzo panujące temperatury, bo zimna bardzo nie lubię.
Oby jak najdłużej.
Udanego poniedziałku.
Buziaki.

OLA

SHARE:

3 paź 2014

CHANGES IN MY BEDROOM

Lubię moją sypialnię.
Być może dlatego, że wszystkie założenia dotyczące jej wystroju
zrealizowałam w 100%. W czasie realizacji projektu  odrzucałam wszelkie kompromisy.
Za nic miałam sugestie: że czarna ściana w małym pomieszczeniu przytłoczy przestrzeń, że do kuchni to taka ściana owszem ale nie do sypialni, że  taka lampa  nie będzie wyglądać dobrze na sypialnianym suficie, a ta druga na stoliku to jak do biura.
I wiecie co?? Bardzo się cieszę z tego, że nie uległam ;-).
Obecny wystrój mamy już trzy miesiące i muszę przyznać, że wcale ale to wcale na inną sypialnię  z nikim nie zamierzam  się zamienić. Nie tylko ja...bo mąż także sobie chwali nowe otoczenie;-).








Dobrze się czuję w tym monochromatycznym środowisku...
I być może teraz Was zaskoczę,
ale o każdej porze dnia w sypialni panuje inny nastój, 
a czerń i biel to nie tylko dwa kolory ale mnóstwo różnych na ich temat wariacji.
Najbardziej lubię moment kiedy za oknem już szarówka, 
a ja zapalam lampiony i nowe światełka 
i w mojej czarno białej sypialni robi się bardzo przytulnie.
Lubię też poranki gdy czarny i biały aż "kolą" w oczy...
pobudzają, dają kopa na cały dzień.
Terapia kolorami działa lepiej niż niejedna kawa.
Tak przynajmniej jest w moim przypadku.

 
 

W tym pomieszczeniu mieliśmy w poprzednich latach dosłownie wszystko.
Zielony ściany - pieśń przeszłości,  miały nadać pomieszczeniu przytulności.
Nie nadały!!!
Zaczęły mnie drażnić do tego stopnia, że wkrótce po malowaniu musiałam przemalować znów..
Kiedy szarość otuliła pomieszczenie wiedziałam, że jestem na dobrej drodze...jednak nie był to jeszcze kolor wymarzony.

Czarna ściana jest wynikiem mojej fascynacji tym kolorem,
który jeszcze do niedawna kojarzył mi się ze smutkiem.
Okazało się jednak, że czerń pięknie dopełnia wnętrze...i jest wspaniałym tłem dla mojej ukochanej bieli i dla drewna, które stawiam zawsze na pierwszym miejscu.

Moja czarna ściana nie jest idealna.
Jest odzwierciedleniem  mojego stylu, który także daleki jest od doskonałości.
Musicie pamiętać, że to aranżacja stworzona nie na potrzeby gazety wnętrzarskiej,
to pomieszczenie, które żyje i niejednokrotnie poddawane jest wielu próbom.



Jedni kochają pastele, inni kolory ziemi. Do mnie czerń i biel przemawia najlepiej.
I nie jest to deklaracja spisana w pośpiechu i z powodu ogólnie panującego
zauroczenia czarno białymi wnętrzami.
Zewnętrzny ascetyzm kolorystyczny pozwala mi się zrelaksować,
bo w mojej głowie bardzo kolorowo;-).
Nie będę Wam miała za złe jeśli nie podzielicie mojego zachwytu...
na szczęście na świecie jest mnóstwo miejsca
dla wszelkiej różnorodności...co mnie osobiście bardzo cieszy.

Pokazuję Wam dzisiaj naprawdę niewielkie zmiany jakie zaszły w tym pomieszczeniu od lipca.
"Dorobiłam się" wreszcie rameczki od Agnieszki i białych kulek także od Agnieszki ;-).
Zmieniłam dekoracje na ścianie, które dotychczas nie były zbyt dopracowane.
Dodałam własnoręcznie zrobione poszewki.
I teraz nic nie stoi już na przeszkodzie,
abyście mogli pobuszować w moim ulubionym pomieszczeniu,
a nawet spędzić tutaj miły wieczór.







W aranżacji wykorzystałam:
Cotton Ball Lights _COTTONOVE LOVE
Ramka szklana na sznurku_AGNETHA.HOME
Tablica drewniana z 5_CZARY Z DREWNA
Świeczniki_FROM.NORD
Łóżko drewniane_SEART
Pościel, lampa nabiurkowa, szafa( przeszła lifting) _ IKEA
Stolik nocny, poduszki w geometryczne wzory - handmade

 Tydzień minął mi jak z bicza trzasnął.
Nadal nie mogę uwierzyć, że mamy już piątek.
Dlatego też, życzę Wam wspaniałego piątku i fantastycznego weekendu.
Uściski ;-)

OLA
SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig