Po bardzo pracowitej sobocie ;-) udało się w niedzielę"zwolnić".
Sporo czasu minęło od kiedy miałam dzień tylko dla siebie.
Tym bardziej się cieszę, że mogłam go spędzić w naszej magicznej Chatce.
Bo jest MAGICZNA...tak naprawdę zrozumiałam to w ostatnią niedzielę.
Zdjęcia nie są w stanie oddać tych kolorów, zapachów...światła wpadających przez otwarte okno.
Dzisiaj zdjęć baaardzo niewiele...bo i na robienie zdjęć nie było ochoty ;-)
Wraz z nami do Chatki przywędrowały w piątek nowe tace ;-). Są tak śliczne, że niemal natychmiast podjęłam decyzję aby jedną z nich powiesić na ścianie ;-).
Weekendowy plan wykonałam w 100%...udało się odczyścić futrynę i szafkę.
W wersji pierwotnej szafka była pociaprana ciemną bejcą...miałam końcówkę farb Annie Sloan i stwierdziłam, że jak farba kredowa łapie na wszystkim to i na bejcy. Złapała owszem ale na całej powierzchni zaczęły wychodzić brzydkie zacieki. Nie było innej rady, trzeba było zeszlifować całość to zera. Szlifowanie farby kredowej to dla mnie nowe doświadczenie. Jakoś przebrnęłam ale muszę Wam powiedzieć, że było to przeżycie traumatyczne. Po skończonej pracy biały pył miałam dosłownie wszędzie.
Ujednoliciłam kolor drewna na szafce używając wosku Liberona.
Użyłam też nowego szablonu.
W tej wersji szafka podoba mi się bardziej ;-).
Futryna natomiast całkowicie odczyszczona czeka na malowanie.
Nie napisałam jeszcze, że w sobotę udało mi się skosić pół działki( drugą połową zajął się W).
40 arów wzniesień i dolinek ;-).
Tydzień przywitał nas cudną pogodą.
Mam nadzieję, że i w weekend będzie podobnie.
Tymczasem udanego dnia dla Was.
OLA











