2 mar 2015

CHANGES

Malowanie salonu skończone.
Wczoraj jeszcze ustawialiśmy meble, wieszaliśmy półki, myłam okna.
Na odpoczynek pozostało niewiele czasu, nie chcę wspominać nawet o sprawach związanych z blogiem ;-).
Wobec tego dzisiaj mam dla Was tylko
kilka zdjęć tulipanów, które zawitały u nas w dniu wczorajszym.
To zdecydowanie moje ulubione nie tylko wiosenne kwiaty.

Narzekam na brak czasu.
Ale nic dziwnego, że ciągle mi go brakuje,
bo stawiam sobie cały czas nowe zadania.




W najbliższych dniach planuję zrealizować swoje nowe pomysły i mam nadzieję, 
że będę się mogła z Wami podzielić nową odsłoną salonu już w najbliższym tygodniu.
Do realizacji projektów niezbędne są tekstylia i barwniki do tkanin ;-).
Z nowych rzeczy, które nam przybyły w salonie  po malowaniu to półki na obrazy, 
ale o tym już wkrótce.



Tymczasem żegnam się w Wami ciepło życząc udanego dnia ;-)

OLA
SHARE:

20 lut 2015

ALMOST BRAND NEW KITCHEN

Moja kuchnia.
Mały( żeby nie powiedzieć gówniany) metraż: trzy metry długości, dwa szerokości.
Generalny remont kuchni robiliśmy siedem lat temu.
Pamiętam dokładnie, 
bo było to pierwsze pomieszczenie, które postanowiłam zmienić w naszym mieszkaniu.
Zanim zabrałam się za zmiany "straszyły" w kuchni 
dwa rzędy paździochowych szafek, takich z lat 70-siątych., sraczkowate  płytki z importu i 
wiszący przez całą długość sznurek do suszenia prania. 
Nie mam zdjęć z tego okresu ale wygląd kuchni 
można było określić dwoma słowami: 
WNĘTRZARSKA MASAKRA.
Nie chcę tego pamiętać!

Z pewnością nie można o mnie napisać, że jestem wnętrzarskim guru 
(mam na swym sumieniu wiele mieszkaniowych grzechów i grzeszków) 
ale jednak jestem typową kobietą, a typowa babka lubi, 
kiedy ma w domu ładnie.
Oczywiście właściwiej byłoby napisać,
że kobiety lubią kiedy mają w domu tak jak lubią,
bo przecież "ładne" to dla każdego coś innego.

Remontujemy nasze miejsca sukcesywnie.
Każde pomieszczenie ma swój czas.
Co rok dokonujemy wyborów: czy akurat  zrobić coś w mieszkaniu czy w domu na wsi.
Ma to swoje złe i dobre strony.
Wady to przede wszystkim to, że remont jest rozłożony w czasie i nie ma natychmiastowego efektu WOW.
Można się  jednak spokojnie zastanowić jak dane pomieszczenie ma wyglądać i zmieniać swoją wizję nawet kilkakrotnie bez ponoszenia nieprzewidzianych wydatków.

Siedem lat temu nie miałam świadomości, że istnieje 
blogosfera będąca źródłem wszelkich inspiracji. 
Gdyby tak było, 
z pewnością w kuchni nie postawiłabym na kolor sezonu, a mianowicie limonkę na ścianie, 
nie wybrałabym drewnopodobnych frontów, brązowo beżowych płytek. 
Z pewnością poszłabym w jedynym słusznym dla mnie kierunku, 
a więc w stronę czerni i bieli.
Ale żeby się przekonać o tym co mi naprawdę "leży" 
i w jakim otoczeniu czuję się naprawdę dobrze
potrzebowałam niemal dekady ;-).
Kuchnia sprzed lat była wynikiem moich poszukiwań, 
a ta obecna jest efektem
świadomości 
własnego stylu.


Nie jest łatwo zrobić kuchnię swoich marzeń przy budżecie, który sobie założyłam.
Aby całkowicie "odpicować" kuchnię trzeba by było:
pomalować kuchnię, 
wymienić fronty i blaty, 
kupić nowy zlew, 
zmienić płytę grzewczą.
Znów musieliśmy wybierać, a ponieważ lubimy rzeczy dobrej jakości woleliśmy zrobić część porządnie niż wszystko na "łapu capu".
Ograniczyliśmy się  więc do malowania, wymiany frontów i 
zakupu kilka  dodatków, który wpłynęły na ogólny klimat w kuchni.
Niestety dębowe blaty, o których intensywnie myślę, zlew i nowa płyta grzewcza nie zmieściły się w budżecie.
Laminowane "cuda" jeszcze zostają.
Nie darzę obecnych blatów sympatią
więc kiedy wreszcie ziści się moja marzenie,
 pożegnam się z nimi bez żalu.




Do malowania użyliśmy farb firmy Flugger.
Zdecydowaliśmy się na DEKSO 5.
Nie spodziewałam się, że tylko dwie warstwy tej farby wystarczą aby przykryć znienawidzony zielony kolor. 
Zanim jednak przystąpiliśmy do malowania, 
trzeba było zerwać samoprzylepną naklejkę z limonkami. 
Naklejałam ją aby zabezpieczyć ścianę przy blacie kuchennym.
I to zadanie spełniała wyśmienicie.
Kiedy jednak postanowiłam się jej pozbyć
wraz z naklejką zeszło ze ściany mnóstwo tynku, 
który trzeba było uzupełnić.
Zalepiałam ubytki wielkości kartki A4 złorzecząc 
na swoją "pomysłowość".
Dzisiaj mądrzejsza o nowe doświadczenia 
naklejkom samoprzylepnym mówię stanowcze NIE.
Nie byłabym sobą gdyby w mojej kuchni zabrakło chociaż 
małego fragmentu czarnej ściany. 
i tutaj użyłam farby DEKSO 5.
Ścianę pokrytą tą farbą można szorować
o czym mogłam się przekonać 
kiedy wylałam na białą powierzchnię różowiutki syrop Sambucol ;-).
Nie został nawet ślad. 
 Farba ta ma jeszcze jedną gigantyczną zaletę: 
nie śmierdzi, a raczej właściwiej byłoby napisać, że mało śmierdzi. 
W każdym razie zapach szybko się ulatnia, 
co zdecydowanie pomaga kiedy robimy remont zimą ;-).

Gigantyczną część budżetu pochłonęły nowe fronty.
 Z montażem frontów miało być łatwo i przyjemnie.
Niestety każdy trzeba było regulować na zawiasach.
Nie to jednak było największym problemem.
A mianowicie źle zamontowane przez poprzednią ekipę
szafki kuchenne.
Nie będę Wam szczegółowo opisywać tego co przeżyliśmy w ciągu dwu tygodni.
Ale był pot, łzy i nieustające złorzeczenia.
Montaż frontów na dolnych szafkach nas przerósł,
bo podłoga w kuchni krzywa, ekipa remontująca do montażu się nie przyłożyła i np.
obcięła lub nie zamontowała nóżek w obudowach. 
Ale jak wchodzę do kuchni omijam wzrokiem najbardziej skiepszczone  punkty
i jakoś to jest.
Górne szafki musieliśmy podnieść o około 5 cm, bo wisiały za nisko.
Wiem, że na zdjęciach różnica jest pewnie niezauważalna ale uwierzcie w to co napiszę: JEST ODDECH.
Przez wymianę frontów jest w mojej malutkiej kuchni zdecydowanie jaśniej.
 I mam wreszcie gałki, które zawsze chciałam mieć ;-).



Kuchnia pełna jest gadżetów z moich ulubionych sklepów.
Gromadziłam je w ostatnim czasie  bardzo intensywnie.
W kuchni pojawiły się także wszystkim doskonale znane ikeowskie półki na obrazy co pozwoliło  wyeksponować moje ulubione kuchenne gadżety i cieszyć nimi oczy na co dzień, 
a nie tylko od święta.
Patrząc na swoją kuchnię po raz kolejny przekonałam się, że wnętrze czarno białe wcale nie musi być zimne.
Wystarczą odpowiednie dodatki aby zrobiło się bardzo przytulnie.



Na jednej z półek położyłam motywującą grafikę.
Przypomina mi o tym, żeby codziennie mieć uśmiech na twarzy, 
a życzliwością obdarzać innych.


Niektóre przedmioty zostały wykorzystane zupełnie niestandardowo.
Na przykład wazon Madame Stoltz stał się pojemnikiem na przybory kuchenne.
Natomiast skrzynka na kwiaty służy jako pojemnik na owoce.






Nie mogło  w kuchni też zabraknąć przedmiotów, które darzymy wielkim sentymentem
Poniżej rysunek naszego 3 letniego synka przedstawiający rodziców.
Teraz Franek ma 9 lat ;-).
Jest to dla mnie najbardziej emocjonująca i najpiękniejsza grafika na świecie ;-).


Mam świadomość, że moja kuchnia nie jest idealna.
Nie taka miała być.
Miała być biała i czarna i mieć swój,
a raczej mój styl,
a tego raczej nie można jej odmówić.
Mam nadzieję, że powitacie nową odsłonę z entuzjazmem
ale nawet jeśli tak się nie stanie
to przecież najważniejsze jest to,
że my czujemy się w niej doskonale ;-).

A ponieważ zapowiadałam, że tym razem zanim przystąpię do rewolucji zrobię zdjęcia before
to macie ;-)







Uściski dla Was i pięknego weekendu  Wam życzę

OLA
SHARE:

5 maj 2014

Chatka...zmiany postępują


Witajcie Kochani!!!
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać maluteńki fragment naszej chatkowej sypialni.
A w zasadzie ...skupiłam się na fotografowaniu ikeowskiego stoliczka, który przeszedł malutką metamorfozę ( nie byłabym sobą gdybym go nie spersonifikowała).
 Wyszlifowałam blaciki i przednie szufladki i zawoskowałam woskiem Libereon w kolorze dąb przydymiony. Może niektórzy z Was zapytają po co te zabiegi ;-)...spieszę więc z odpowiedzią: mam nadzieję, że jeszcze tydzień i dojadą do nas zamówione meble, a meble będą właśnie w kolorze blacików szafek nocnych.
Tak już mam od dawna, że wszystko musi mi idealnie pasować ;-).
Szafeczki zyskały także nowe gałki...bielusieńkie porcelanowe...a wiec zgodne z moim wyobrażeniem ;-).
Stoliczki są dwa po obu stronach łóżka....
Łóżko też przejdzie wkrótce metamorfozę...czasem żałuję, że dni nie są z gumy, bo 24 godzinna doba to dla mnie zdecydowanie zbyt mało ;-)

Mamy też w Chatce nowe lampy... dwie identyczne...nie tylko kształt tych lamp bardzo nam się spodobał ale i abażury w krateczkę powinny pasować do całości ;-).



Na szafeczce tymczasowo zagościł ceramiczny pojemnik, który awansował do roli wazonu...
Wspominałam już kiedyś, że klimat wokół naszej Chatki jest surowszy niż tej w mieście w związku z tym kwiaty bzu dopiero nieśmiało się rozwijają ;-)




Wosk, którego użyłam doskonale podkreśla usłojenie drewna ...i niestety także "niedoróby w szlifowaniu"( jakoś zapomniałam na moment, że drewno szlifujemy zgodnie z usłojeniem ;-))...
No trudno...jak personifikacja to personifikacja... mogę być pewna, że takie ciemne ryski na blacie mam tylko ja ;-)...Muszę przyznać, że ten wosk ma także inną zaletę... cudownie pachnie ;-).



Tymczasowo na łóżku położyłam własnoręcznie wykonany pledzik  - skończyłam go całkiem niedawno ;-)... ale docelowo wyląduje w pokoju F. Zakupiłam już coś co bardziej będzie pasować na łóżko ;-)... ale o tym następnym razem.


Moi drodzy... od bardzo niedawna jestem na INSTAGRAMIE o tutaj. Traktuję póki co tą aplikację nieco po sierocemu... no co tutaj dużo mówić...jakoś nie zapałałam miłością ;-). Jednak mimo wszystko zapraszam na swój profil. 

A tymczasem życzę Wam samych pogodnych dni i udanego początku tygodnia ;-)

OLA
SHARE:

22 kwi 2014

Po Świętach

Witajcie Kochani!!!

Na początku chciałam Wam podziękować za cały ogrom świątecznych życzeń ;-).
Jesteście wspaniali!!!

 Mam nadzieję, że mieliście cudowne święta.
Ja niestety nie po raz pierwszy boleśnie przekonałam się, że plany swoje, a życie swoje.
Nie na wszystko mamy wpływ i nawet jeśli sporo rzeczy dokładnie zaplanujemy los zawsze może nam spłatać niezłego psikusa.
Najpierw problemy w naszej Chatce z kominem...fachowcy mają święta i niestety komina nie da się przetkać...a jak tutaj egzystować jak jedynymi źródłami ciepła piece!!!??
W sobotę wielkanocną podjeliśmy decyzję, że nie ma się co męczyć i wracamy...
Jakby tego było mało...pod domem potknęłam się na prostej drodze i upadłam bardzo niefortunnie czego 
efektem jest złamanie lewej ręki i skręcenie kostki.
Nie będę Wam pisać ile czasu zajęło mi sklecenie tego posta ;-(.

Pokażę Wam nieco naszej Chatki...dwa zdjęcia, które zrobiłam przed wyjazdem...
bez ładu i składu...

Częściowo pobielony!!! sufit...mąż działał z pędzlem cały piątkowy wieczór.
Lampa brudna...mam nadzieję, że ten brud wybaczycie ;-).
Jakby ktoś miał wątpliwości pobielenie widać na drugim planie ;-)


Nasz kaflowy sypialniany piec... żadne mecyje ale nam się podoba ;-).
Staruszek ma około 60 lat, chciałabym tak dobrze się trzymać  w tym wieku ;-).


Śpieszę donieść, że wybraliśmy do naszej Chatki witrynkę całkowicie przeszkloną...okazało się, że skorup po babciach mamy naprawdę sporo i taki mebel będzie najlepszy aby je należycie wyeksponować.
No dobrze... bardziej nam się podobała i tyle ;-).
Na miejscu zmieniła się także koncepcja dotycząca gałek... ale ale to będzie dla Was taka mała niespodzianka ;-).

Z zakupów miejskich...
Kupiłam dywanik na balkon i poduszki na balkonowe siedzisko(tymczasowo poduszka pozuje na krześle)
Poprzez "moją ułomność" działania remontowo-wystrojowe mam znacznie utrudnione... 
muszę Męża zagonić do realizacji moich pomysłów...co wcale nie jest takie łatwe.
Ostatnio usłyszałam: " Żono Ciebie trzeba będzie chyba zastrzelić" ;-)


 I na koniec... Kochani dziękuję za udział w konkursie... z ogłoszeniem wyników powinnam wyrobić się do PONIEDZIAŁKU ( niestety dopiero wtedy). Mam nadzieję, że jakoś wytrzymacie ;-)

Serdecznie pozdrawiam i życzę Wam
Udanej środy;-)

OLA
SHARE:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
© O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
BLOGGER TEMPLATE DESIGNED BY pipdig