Kilka miesięcy temu w naszej kuchni zaszły małe zmiany. Heksagonalny trójpak półek ze znanej sieciówki zastąpiliśmy cudną stalowo sklejkową konstrukcją. Heksagony wisiały u nas blisko dwa lata i z perspektywy minionego czasu, bogatsza o nowe doświadczenie mogę stwierdzić: HEKSAGONALNE PÓŁKI TO SAMO ZŁO. Wiedział o tym już mój mąż, kiedy w sklepie przekonywałam go do zakupu tychże półeczek. Jego stanowcze: NIE ulegało jednak transformacji w cichutkie: TAK w miarę jak moja twarz zamieniała się w facjatę małego króliczka. Kogo mały króliczek nie rozczula? No kogo?
24 sty 2018
30 wrz 2016
METAMORFOZA MOJEJ LETNIEJ KUCHNI _ FINISZUJEMY
Dziękuję, że byliście ze mną przez te kilka ostatnich tygodni.
Prowadziłam Was przez kolejne etapy remontu i wreszcie
dobrnęliśmy do końca naszego kuchennego serialu.
W tym roku, w tym pomieszczeniu nie będzie już żadnych zmian, a w przyszłym??
No cóż...z pewnością TAK.
Nie lubię planować, bo życie niesie ze sobą różne niespodzianki i tak naprawdę to nie człowiek jest dysponentem swojego czasu.
Jeśli w przyszłym roku uda się kupić nową płytę gazową(teraz mamy tam kuchenkę na butlę) to wiejska kuchnia nie będzie wymagała już żadnych zmian.
Płyta to nie jest gigantyczny wydatek i w skali całego remontu koszt tak naprawdę żaden ...ale jednak koszt.
W takich chwilach naprawdę żałuję, że mój budżet nie jest z gumy.
Ale do rzeczy.
Co obejmowały prace w tym pomieszczeniu:
1. Metamorfoza części ze zlewozmywakiem
To według mnie najważniejsza część całego remontu kuchni...myślę, że gdyby nie decyzja o modyfikacji tej części, nie pomyślelibyśmy nawet o pozostałych zmianach w kuchni, a już z pewnością nie w tym roku
Metamorfoza tej części obejmowała: wymianę płytek, wymianę szafek, wymianę zlewu, przeróbkę "wody" i wymianę starego bojlera na nowy, wymianę zlewozmywaka i baterii kuchennej.
Większość prac staramy się wykonywać sami, jednak do tych trudniejszych trzeba zatrudniać fachowca.
Nie chodzi o czas, którym dysponujemy w ograniczonej ilości ale o nasze umiejętności
Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży...(lata świetle temu ;-)...porwaliśmy się z W. na samodzielne położenie gładzi...no była zabawa!!! Pozostały nam po niej na ścianach góry i doliny i ostatecznie, za usługę trzeba było zapłacić komuś, kto się na tym znał ;-).
Nad drewnianą szafka powiesiłam skrzynki ze starego drewna i dla mnie był to strzał w 10. Nie dość, że zyskałam miejsce do przechowywania to jeszcze ten fragment kuchni nabrał przytulności ;-)
O zmianach w tej części pisałam TUTAJ.
2. Malowanie ścian
Kiedy część pierwsza projektu została ukończona zabraliśmy się za malowanie ścian. Poprzednio w kuchni mieliśmy bardzo jasny odcień beżowego. Dopiero po nałożeniu trzech warstw farby nie zauważyłam ciemniejszego odcienia w narożnikach. I tak jak po przemalowywaniu sypialni ze zgaszonej żółci na biel, pod koniec prac stwierdziłam: Nigdy więcej inny kolor niż biały nie zagości na moich ścianach!!!
3. Malowanie kredensu
Kredens pomalowałam pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw farby na ściany.
Do malowania kredensu użyłam farb ANNIE SLOAN ze sklepu PATYNOWY i koloru PARIS GREY.
Po nałożeniu dwu warstw farby i zabezpieczeniu całości bezbarwnym woskiem, kredens zaopatrzyłam w cudne gałeczki od REGAŁKI.
O malowaniu kredensu pisałam TUTAJ.
4. Odnawianie szafki kuchennej po babci
Szafka jest wprawdzie w kilku częściach paździerzowa ( jejku jak nie lubię!!) ale stabilna i po zmianie nóżek i okropnego brązowego koloru na różowy oraz uchwytów na takie bardziej trendy, wygląda naprawdę dobrze.
W szafce wymieniliśmy też blat na bukowy.
Aktualnie szafka skrywa butlę gazową, kiedyś wodę do picia i ręczniki papierowe.
Z boku szafki przykręciłam haczyk, na łapki i rękawice kuchenne
Jeśli jesteście ciekawi jaką metamorfozę przeszła szafka zapraszam TUTAJ.
5. Odnawianie stołu kuchennego
Tej części zupełnie nie było w planach. Jednak biały blat kuchennej szafki po babci ostatecznie przekonał mnie do modernizacji także i stołu. W tej sposób w jedno sobotnie popołudnie stół także zmienił swój wygląd i jest teraz biało szary...do nowej kuchni pasuje idealnie.
O materiałach, których użyłam podczas tej metamorfozy i kolejnych etapach prac pisałam TUTAJ.
6. Odnawianie pieca kaflowego.
Najbardziej żmudne zajęcie ever. Najpierw wydłubywałam starą zaprawę spomiędzy kafli, a potem uzupełniałam ją na nowo. Gotowa zaprawa szamotowa ma konsystencję plasteliny ale nie jest tak jak plastelina plastyczna. Żeby upchnąć ją miedzy kaflami trzeba sporo siły i jeszcze więcej wyczucia.
Pozycja "w kucki" lub z na wpół zgiętymi plecami to nie lada sprawdzian dla odcinka lędźwiowo krzyżowego kręgosłupa. Pomimo tego, że ćwiczę częściej niż trzy razy w tygodniu ;-) tych prac mój kręgosłup nie wytrzymał..
Praca nad piecem zajęła mi 9 godzin. Rozłożyłam ją na 3 dni...Trzy godziny dziennie, trzy dni z rzędu okupiłam kilkudniowym leżeniem w łóżku.
Dodatkowo przemalowałam biało żaroodporną farbą stare drzwiczki. Może nie wyglądają idealnie ale też nie chodziło mi o osiągnięcie ideału...w każdym razie piec teraz nie straszy...mogę nawet napisać, że całkiem przyjemnie się na niego patrzy. Na piecu, jego górnej części swoje miejsce znalazła stara decha, a na niej wszystkie niezbędna kuchenne przydasie.
7. Dodatki, dodatki
Dobór dodatków to z kolei najcudowniejsze zajęcie pod słońcem. To etap prac wieszczący szybki koniec danego projektu. To coś co wprawia mnie w stan ekscytacji. Jak to stwierdził mój mąż: "Musi być nieźle naciukane, żeby było po żonusiowemu " co oznacza, że nie lubię pustki...kręcą mnie nowe kubki, chlebaki, zegary i rękawice kuchenne...tace, podkładki i wazoniki darzę uwielbieniem nieprzeciętnym ;-).
O chlebaku i pastelowych pojemnikach ze sklepu SMUKKE pisałam TUTAJ
O dodatkach ze sklepu SCANDISHOP TUTAJ
A o niebieskich dodatkach, które przyjechały do mnie ze sklepu VANILLE MYNTE jeszcze napiszę ;-).
Miłego dnia dla Was i wspaniałego weekendu.
OLA
Metamorfoza tej części obejmowała: wymianę płytek, wymianę szafek, wymianę zlewu, przeróbkę "wody" i wymianę starego bojlera na nowy, wymianę zlewozmywaka i baterii kuchennej.
Większość prac staramy się wykonywać sami, jednak do tych trudniejszych trzeba zatrudniać fachowca.
Nie chodzi o czas, którym dysponujemy w ograniczonej ilości ale o nasze umiejętności
Kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży...(lata świetle temu ;-)...porwaliśmy się z W. na samodzielne położenie gładzi...no była zabawa!!! Pozostały nam po niej na ścianach góry i doliny i ostatecznie, za usługę trzeba było zapłacić komuś, kto się na tym znał ;-).
Nad drewnianą szafka powiesiłam skrzynki ze starego drewna i dla mnie był to strzał w 10. Nie dość, że zyskałam miejsce do przechowywania to jeszcze ten fragment kuchni nabrał przytulności ;-)
O zmianach w tej części pisałam TUTAJ.
2. Malowanie ścian
Kiedy część pierwsza projektu została ukończona zabraliśmy się za malowanie ścian. Poprzednio w kuchni mieliśmy bardzo jasny odcień beżowego. Dopiero po nałożeniu trzech warstw farby nie zauważyłam ciemniejszego odcienia w narożnikach. I tak jak po przemalowywaniu sypialni ze zgaszonej żółci na biel, pod koniec prac stwierdziłam: Nigdy więcej inny kolor niż biały nie zagości na moich ścianach!!!
3. Malowanie kredensu
Kredens pomalowałam pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw farby na ściany.
Do malowania kredensu użyłam farb ANNIE SLOAN ze sklepu PATYNOWY i koloru PARIS GREY.
Po nałożeniu dwu warstw farby i zabezpieczeniu całości bezbarwnym woskiem, kredens zaopatrzyłam w cudne gałeczki od REGAŁKI.
O malowaniu kredensu pisałam TUTAJ.
4. Odnawianie szafki kuchennej po babci
Szafka jest wprawdzie w kilku częściach paździerzowa ( jejku jak nie lubię!!) ale stabilna i po zmianie nóżek i okropnego brązowego koloru na różowy oraz uchwytów na takie bardziej trendy, wygląda naprawdę dobrze.
W szafce wymieniliśmy też blat na bukowy.
Aktualnie szafka skrywa butlę gazową, kiedyś wodę do picia i ręczniki papierowe.
Z boku szafki przykręciłam haczyk, na łapki i rękawice kuchenne
Jeśli jesteście ciekawi jaką metamorfozę przeszła szafka zapraszam TUTAJ.
5. Odnawianie stołu kuchennego
Tej części zupełnie nie było w planach. Jednak biały blat kuchennej szafki po babci ostatecznie przekonał mnie do modernizacji także i stołu. W tej sposób w jedno sobotnie popołudnie stół także zmienił swój wygląd i jest teraz biało szary...do nowej kuchni pasuje idealnie.
O materiałach, których użyłam podczas tej metamorfozy i kolejnych etapach prac pisałam TUTAJ.
6. Odnawianie pieca kaflowego.
Najbardziej żmudne zajęcie ever. Najpierw wydłubywałam starą zaprawę spomiędzy kafli, a potem uzupełniałam ją na nowo. Gotowa zaprawa szamotowa ma konsystencję plasteliny ale nie jest tak jak plastelina plastyczna. Żeby upchnąć ją miedzy kaflami trzeba sporo siły i jeszcze więcej wyczucia.
Pozycja "w kucki" lub z na wpół zgiętymi plecami to nie lada sprawdzian dla odcinka lędźwiowo krzyżowego kręgosłupa. Pomimo tego, że ćwiczę częściej niż trzy razy w tygodniu ;-) tych prac mój kręgosłup nie wytrzymał..
Praca nad piecem zajęła mi 9 godzin. Rozłożyłam ją na 3 dni...Trzy godziny dziennie, trzy dni z rzędu okupiłam kilkudniowym leżeniem w łóżku.
Dodatkowo przemalowałam biało żaroodporną farbą stare drzwiczki. Może nie wyglądają idealnie ale też nie chodziło mi o osiągnięcie ideału...w każdym razie piec teraz nie straszy...mogę nawet napisać, że całkiem przyjemnie się na niego patrzy. Na piecu, jego górnej części swoje miejsce znalazła stara decha, a na niej wszystkie niezbędna kuchenne przydasie.
7. Dodatki, dodatki
Dobór dodatków to z kolei najcudowniejsze zajęcie pod słońcem. To etap prac wieszczący szybki koniec danego projektu. To coś co wprawia mnie w stan ekscytacji. Jak to stwierdził mój mąż: "Musi być nieźle naciukane, żeby było po żonusiowemu " co oznacza, że nie lubię pustki...kręcą mnie nowe kubki, chlebaki, zegary i rękawice kuchenne...tace, podkładki i wazoniki darzę uwielbieniem nieprzeciętnym ;-).
O chlebaku i pastelowych pojemnikach ze sklepu SMUKKE pisałam TUTAJ
O dodatkach ze sklepu SCANDISHOP TUTAJ
A o niebieskich dodatkach, które przyjechały do mnie ze sklepu VANILLE MYNTE jeszcze napiszę ;-).
Miłego dnia dla Was i wspaniałego weekendu.
OLA
22 sie 2016
PASTELOWA WIEJSKA STARA/NOWA KUCHNIA
Czekałam na ten moment blisko dziesięć lat. Czekałam cierpliwie, bo po drodze pojawiały się ważniejsze wydatki, a wtedy zmiany w wiejskim domu, w którym jesteśmy zwykle kilka miesięcy w roku wydawały się niepotrzebną fanaberią.
W naszej wiejskiej kuchni mamy kredens, piec kaflowy, szafkę pod kuchnię gazową, lodówkę i do niedawna były tutaj także trzy paździerzowe szafki rodem z początku lat osiemdziesiątych.
Omijałam je szerokim łukiem, a siadając przy kuchennym stole starałam się siadać w ten sposób alby mieć brzydactwa za plecami ;-).
Zdjęcia kadrowałam tak, żeby na światło dzienne nie wyciekły kompromitujące fotografie.
Kiedy już odnowiliśmy łazienkę, pokój Syna, sypialnię i przedpokoje oraz część kuchni
stało się jasne, że kącik kuchenny z przechodzonymi szafkami będzie następny w kolejce.
Od kilku lat drewniane meble kupujemy w firmie Seart.
Pierwsze łóżka do mieszkania w mieście kupiłam właśnie tam. Potem wymieniałam meble do salonu, meble do sypialni na wsi...za każdym razem kroki kierując do firmy Seart. Z zakupów byłam zawsze bardzo zadowolona, a produkty spełniały moje wymagania pod względem estetyki i trwałości. Kiedy tylko zaplanowaliśmy kolejne zmiany w naszym wiejskim domu stało się jasne,
że zdecydujemy się na mebel drewniany od zaprzyjaźnionego i sprawdzonego producenta.
O kolekcji Charlotte pisałam już w TYM poście.
Piękna stylistyka( szczególnie widać to w detalach) i jakość to coś co mnie w niej urzekło.
Na stronie sklepu oczywiście dostępne są dedykowane szafki pod zlewozmywaki. My jednak zdecydowaliśmy się wybraną szafkę
adaptować do naszych potrzeb, bo gigantyczny, głęboki zlewozmywak niezbyt podobał się mojemu mężowi ;-).
Szafka przyjechała w pięknej szarości, z surowym blatem, który postanowiłam samodzielnie zaolejować,
bo nie umiałam się w momencie zamawiania szafki zdecydować na kolor blatu ;-).
Blat pierwotnie miał być orzechowo brązowy ale jest biały, a ja jestem bardzo zadowolona z efektu, który udało się uzyskać.
W tym miejscu zniknął bojler, który ogrzewa wodę w kuchni. Został przeniesiony pod blat i schowany w nowej szafce. Pojawiły się też nowe płytki. Pewnie wielu z Was uzna je za dość "oklepane" ale pięknie odbijają światło, którego w naszej kuchni nie ma zbyt wiele.
W naszej wiejskiej kuchni mamy kredens, piec kaflowy, szafkę pod kuchnię gazową, lodówkę i do niedawna były tutaj także trzy paździerzowe szafki rodem z początku lat osiemdziesiątych.
Omijałam je szerokim łukiem, a siadając przy kuchennym stole starałam się siadać w ten sposób alby mieć brzydactwa za plecami ;-).
Zdjęcia kadrowałam tak, żeby na światło dzienne nie wyciekły kompromitujące fotografie.
Kiedy już odnowiliśmy łazienkę, pokój Syna, sypialnię i przedpokoje oraz część kuchni
stało się jasne, że kącik kuchenny z przechodzonymi szafkami będzie następny w kolejce.
Od kilku lat drewniane meble kupujemy w firmie Seart.
Pierwsze łóżka do mieszkania w mieście kupiłam właśnie tam. Potem wymieniałam meble do salonu, meble do sypialni na wsi...za każdym razem kroki kierując do firmy Seart. Z zakupów byłam zawsze bardzo zadowolona, a produkty spełniały moje wymagania pod względem estetyki i trwałości. Kiedy tylko zaplanowaliśmy kolejne zmiany w naszym wiejskim domu stało się jasne,
że zdecydujemy się na mebel drewniany od zaprzyjaźnionego i sprawdzonego producenta.
O kolekcji Charlotte pisałam już w TYM poście.
Piękna stylistyka( szczególnie widać to w detalach) i jakość to coś co mnie w niej urzekło.
Na stronie sklepu oczywiście dostępne są dedykowane szafki pod zlewozmywaki. My jednak zdecydowaliśmy się wybraną szafkę
adaptować do naszych potrzeb, bo gigantyczny, głęboki zlewozmywak niezbyt podobał się mojemu mężowi ;-).
Szafka przyjechała w pięknej szarości, z surowym blatem, który postanowiłam samodzielnie zaolejować,
bo nie umiałam się w momencie zamawiania szafki zdecydować na kolor blatu ;-).
Blat pierwotnie miał być orzechowo brązowy ale jest biały, a ja jestem bardzo zadowolona z efektu, który udało się uzyskać.
W tym miejscu zniknął bojler, który ogrzewa wodę w kuchni. Został przeniesiony pod blat i schowany w nowej szafce. Pojawiły się też nowe płytki. Pewnie wielu z Was uzna je za dość "oklepane" ale pięknie odbijają światło, którego w naszej kuchni nie ma zbyt wiele.
Czy ultranowoczesne kafle o fazowanych brzegach pasują do starego domu??
Nie dam Wam jeszcze dzisiaj możliwości oceny całego wnętrza,
bo jeszcze kilka rzeczy muszę "dopieścić"
a powinno się to udać w najbliższym czasie ;-).
O tym czy zmiany są udane zwykle świadczy to w jaki sposób odbiera się dane miejsce.
Do wyglądu tego miejsca po remoncie przyzwyczajałam się nie dłużej niż...5 minut.
Tyle wystarczyło, żeby zapomnieć, że bojler i paździerzowe szafki były z nami "od zawsze".
bo jeszcze kilka rzeczy muszę "dopieścić"
a powinno się to udać w najbliższym czasie ;-).
O tym czy zmiany są udane zwykle świadczy to w jaki sposób odbiera się dane miejsce.
Do wyglądu tego miejsca po remoncie przyzwyczajałam się nie dłużej niż...5 minut.
Tyle wystarczyło, żeby zapomnieć, że bojler i paździerzowe szafki były z nami "od zawsze".
Metamorfoza kącika kuchennego pociągnęła za sobą zmiany w całej kuchni.
Zamarzyło mi się ją trochę odmłodzić...dodać koloru.
Jeszcze tutaj tego nie widać ale możecie już zobaczyć w jakim kierunku zmierzam.
Jeśli kiedykolwiek widząc zdjęcie kuchni z białym kredensem( w dniu dzisiejszym już mocno nieaktualne, bo biały kredens także przeszedł metamorfozę) zachwycaliście się moją wiejską kuchnią to teraz wiecie, że nie każdy jej kąt był ładny i dopracowany i taki jakbym sobie życzyła.
A jak było przed remontem??
Jest na co popatrzeć :-).
To zaledwie mały wycinek mojej starej/nowej kuchni.
Nie wszystko jeszcze dokładnie wyczyszczone i widać to na niektórych zdjęciach.
Wybaczcie te drobne niedoróbki, bo pracy mamy mnóstwo i nie zawsze jest czas, żeby skupiać się na drobiazgach.
Zmiany postępują. Mam nadzieję, że z przyjemnością będziecie oglądać kolejne ich etapy.
Miłego dnia i wspaniałego tygodnia dla Was.
OLA
A jak było przed remontem??
Jest na co popatrzeć :-).
To zaledwie mały wycinek mojej starej/nowej kuchni.
Nie wszystko jeszcze dokładnie wyczyszczone i widać to na niektórych zdjęciach.
Wybaczcie te drobne niedoróbki, bo pracy mamy mnóstwo i nie zawsze jest czas, żeby skupiać się na drobiazgach.
Zmiany postępują. Mam nadzieję, że z przyjemnością będziecie oglądać kolejne ich etapy.
Miłego dnia i wspaniałego tygodnia dla Was.
OLA
20 lut 2015
ALMOST BRAND NEW KITCHEN
Moja kuchnia.
Mały( żeby nie powiedzieć gówniany) metraż: trzy metry długości, dwa szerokości.
Generalny remont kuchni robiliśmy siedem lat temu.
Pamiętam dokładnie,
bo było to pierwsze pomieszczenie, które postanowiłam zmienić w naszym mieszkaniu.
Zanim zabrałam się za zmiany "straszyły" w kuchni
dwa rzędy paździochowych szafek, takich z lat 70-siątych., sraczkowate płytki z importu i
wiszący przez całą długość sznurek do suszenia prania.
Nie mam zdjęć z tego okresu ale wygląd kuchni
można było określić dwoma słowami:
WNĘTRZARSKA MASAKRA.
Nie chcę tego pamiętać!
Nie chcę tego pamiętać!
Z pewnością nie można o mnie napisać, że jestem wnętrzarskim guru
(mam na swym sumieniu wiele mieszkaniowych grzechów i grzeszków)
ale jednak jestem typową kobietą, a typowa babka lubi,
kiedy ma w domu ładnie.
Oczywiście właściwiej byłoby napisać,
że kobiety lubią kiedy mają w domu tak jak lubią,
bo przecież "ładne" to dla każdego coś innego.
Oczywiście właściwiej byłoby napisać,
że kobiety lubią kiedy mają w domu tak jak lubią,
bo przecież "ładne" to dla każdego coś innego.
Remontujemy nasze miejsca sukcesywnie.
Każde pomieszczenie ma swój czas.
Co rok dokonujemy wyborów: czy akurat zrobić coś w mieszkaniu czy w domu na wsi.
Ma to swoje złe i dobre strony.
Wady to przede wszystkim to, że remont jest rozłożony w czasie i nie ma natychmiastowego efektu WOW.
Można się jednak spokojnie zastanowić jak dane pomieszczenie ma wyglądać i zmieniać swoją wizję nawet kilkakrotnie bez ponoszenia nieprzewidzianych wydatków.
Siedem lat temu nie miałam świadomości, że istnieje
blogosfera będąca źródłem wszelkich inspiracji.
Gdyby tak było,
z pewnością w kuchni nie postawiłabym na kolor sezonu, a mianowicie limonkę na ścianie,
nie wybrałabym drewnopodobnych frontów, brązowo beżowych płytek.
Z pewnością poszłabym w jedynym słusznym dla mnie kierunku,
a więc w stronę czerni i bieli.
Ale żeby się przekonać o tym co mi naprawdę "leży"
i w jakim otoczeniu czuję się naprawdę dobrze
potrzebowałam niemal dekady ;-).
Kuchnia sprzed lat była wynikiem moich poszukiwań,
a ta obecna jest efektem
świadomości
świadomości
Nie jest łatwo zrobić kuchnię swoich marzeń przy budżecie, który sobie założyłam.
Aby całkowicie "odpicować" kuchnię trzeba by było:
pomalować kuchnię,
wymienić fronty i blaty,
kupić nowy zlew,
zmienić płytę grzewczą.
Znów musieliśmy wybierać, a ponieważ lubimy rzeczy dobrej jakości woleliśmy zrobić część porządnie niż wszystko na "łapu capu".
Ograniczyliśmy się więc do malowania, wymiany frontów i
Ograniczyliśmy się więc do malowania, wymiany frontów i
zakupu kilka dodatków, który wpłynęły na ogólny klimat w kuchni.
Niestety dębowe blaty, o których intensywnie myślę, zlew i nowa płyta grzewcza nie zmieściły się w budżecie.
Laminowane "cuda" jeszcze zostają.
Nie darzę obecnych blatów sympatią
więc kiedy wreszcie ziści się moja marzenie,
pożegnam się z nimi bez żalu.
Niestety dębowe blaty, o których intensywnie myślę, zlew i nowa płyta grzewcza nie zmieściły się w budżecie.
Laminowane "cuda" jeszcze zostają.
Nie darzę obecnych blatów sympatią
więc kiedy wreszcie ziści się moja marzenie,
pożegnam się z nimi bez żalu.
Do malowania użyliśmy farb firmy Flugger.
Zdecydowaliśmy się na DEKSO 5.
Nie spodziewałam się, że tylko dwie warstwy tej farby wystarczą aby przykryć znienawidzony zielony kolor.
Zanim jednak przystąpiliśmy do malowania,
trzeba było zerwać samoprzylepną naklejkę z limonkami.
Naklejałam ją aby zabezpieczyć ścianę przy blacie kuchennym.
I to zadanie spełniała wyśmienicie.
Kiedy jednak postanowiłam się jej pozbyć
wraz z naklejką zeszło ze ściany mnóstwo tynku,
który trzeba było uzupełnić.
Zalepiałam ubytki wielkości kartki A4 złorzecząc
na swoją "pomysłowość".
Dzisiaj mądrzejsza o nowe doświadczenia
naklejkom samoprzylepnym mówię stanowcze NIE.
Nie byłabym sobą gdyby w mojej kuchni zabrakło chociaż
małego fragmentu czarnej ściany.
i tutaj użyłam farby DEKSO 5.
Ścianę pokrytą tą farbą można szorować
o czym mogłam się przekonać
kiedy wylałam na białą powierzchnię różowiutki syrop Sambucol ;-).
Nie został nawet ślad.
Farba ta ma jeszcze jedną gigantyczną zaletę:
nie śmierdzi, a raczej właściwiej byłoby napisać, że mało śmierdzi.
W każdym razie zapach szybko się ulatnia,
co zdecydowanie pomaga kiedy robimy remont zimą ;-).
Niestety każdy trzeba było regulować na zawiasach.
Nie to jednak było największym problemem.
A mianowicie źle zamontowane przez poprzednią ekipę
szafki kuchenne.
Nie będę Wam szczegółowo opisywać tego co przeżyliśmy w ciągu dwu tygodni.
Ale był pot, łzy i nieustające złorzeczenia.
Montaż frontów na dolnych szafkach nas przerósł,
bo podłoga w kuchni krzywa, ekipa remontująca do montażu się nie przyłożyła i np.
obcięła lub nie zamontowała nóżek w obudowach.
Ale jak wchodzę do kuchni omijam wzrokiem najbardziej skiepszczone punkty
i jakoś to jest.
Górne szafki musieliśmy podnieść o około 5 cm, bo wisiały za nisko.
Wiem, że na zdjęciach różnica jest pewnie niezauważalna ale uwierzcie w to co napiszę: JEST ODDECH.
Przez wymianę frontów jest w mojej malutkiej kuchni zdecydowanie jaśniej.
I mam wreszcie gałki, które zawsze chciałam mieć ;-).
Kuchnia pełna jest gadżetów z moich ulubionych sklepów.
Gromadziłam je w ostatnim czasie bardzo intensywnie.
W kuchni pojawiły się także wszystkim doskonale znane ikeowskie półki na obrazy co pozwoliło wyeksponować moje ulubione kuchenne gadżety i cieszyć nimi oczy na co dzień,
Gigantyczną część budżetu pochłonęły nowe fronty.
Z montażem frontów miało być łatwo i przyjemnie.Niestety każdy trzeba było regulować na zawiasach.
Nie to jednak było największym problemem.
A mianowicie źle zamontowane przez poprzednią ekipę
szafki kuchenne.
Nie będę Wam szczegółowo opisywać tego co przeżyliśmy w ciągu dwu tygodni.
Ale był pot, łzy i nieustające złorzeczenia.
Montaż frontów na dolnych szafkach nas przerósł,
bo podłoga w kuchni krzywa, ekipa remontująca do montażu się nie przyłożyła i np.
obcięła lub nie zamontowała nóżek w obudowach.
Ale jak wchodzę do kuchni omijam wzrokiem najbardziej skiepszczone punkty
i jakoś to jest.
Górne szafki musieliśmy podnieść o około 5 cm, bo wisiały za nisko.
Wiem, że na zdjęciach różnica jest pewnie niezauważalna ale uwierzcie w to co napiszę: JEST ODDECH.
Przez wymianę frontów jest w mojej malutkiej kuchni zdecydowanie jaśniej.
I mam wreszcie gałki, które zawsze chciałam mieć ;-).
Gromadziłam je w ostatnim czasie bardzo intensywnie.
W kuchni pojawiły się także wszystkim doskonale znane ikeowskie półki na obrazy co pozwoliło wyeksponować moje ulubione kuchenne gadżety i cieszyć nimi oczy na co dzień,
a nie tylko od święta.
Patrząc na swoją kuchnię po raz kolejny przekonałam się, że wnętrze czarno białe wcale nie musi być zimne.
Wystarczą odpowiednie dodatki aby zrobiło się bardzo przytulnie.
Na jednej z półek położyłam motywującą grafikę.
Przypomina mi o tym, żeby codziennie mieć uśmiech na twarzy,
a życzliwością obdarzać innych.
Niektóre przedmioty zostały wykorzystane zupełnie niestandardowo.
Na przykład wazon Madame Stoltz stał się pojemnikiem na przybory kuchenne.
Natomiast skrzynka na kwiaty służy jako pojemnik na owoce.
Nie mogło w kuchni też zabraknąć przedmiotów, które darzymy wielkim sentymentem
Poniżej rysunek naszego 3 letniego synka przedstawiający rodziców.
Teraz Franek ma 9 lat ;-).
Jest to dla mnie najbardziej emocjonująca i najpiękniejsza grafika na świecie ;-).
Mam świadomość, że moja kuchnia nie jest idealna.
Nie taka miała być.
Miała być biała i czarna i mieć swój,
a raczej mój styl,
a tego raczej nie można jej odmówić.
Mam nadzieję, że powitacie nową odsłonę z entuzjazmem
ale nawet jeśli tak się nie stanie
to przecież najważniejsze jest to,
że my czujemy się w niej doskonale ;-).
A ponieważ zapowiadałam, że tym razem zanim przystąpię do rewolucji zrobię zdjęcia before
to macie ;-)
Uściski dla Was i pięknego weekendu Wam życzę
OLA
Niektóre przedmioty zostały wykorzystane zupełnie niestandardowo.
Na przykład wazon Madame Stoltz stał się pojemnikiem na przybory kuchenne.
Natomiast skrzynka na kwiaty służy jako pojemnik na owoce.
Nie mogło w kuchni też zabraknąć przedmiotów, które darzymy wielkim sentymentem
Poniżej rysunek naszego 3 letniego synka przedstawiający rodziców.
Teraz Franek ma 9 lat ;-).
Jest to dla mnie najbardziej emocjonująca i najpiękniejsza grafika na świecie ;-).
Nie taka miała być.
Miała być biała i czarna i mieć swój,
a raczej mój styl,
a tego raczej nie można jej odmówić.
Mam nadzieję, że powitacie nową odsłonę z entuzjazmem
ale nawet jeśli tak się nie stanie
to przecież najważniejsze jest to,
że my czujemy się w niej doskonale ;-).
A ponieważ zapowiadałam, że tym razem zanim przystąpię do rewolucji zrobię zdjęcia before
to macie ;-)
Uściski dla Was i pięknego weekendu Wam życzę
OLA
Subskrybuj:
Posty (Atom)
©
O Zebrze - blog lifestylowy - wnętrza, inspiracje, DIY. All rights reserved.
