W piątek pod lupę brałam kuchnię, dzisiaj czas na pokój dziecięcy.
Jest to najmniejsze pomieszczenie w naszym mieszkaniu,
mniejsze jeszcze od kuchni.
Długość i szerokość mierzona po podłodze to 2,75 na 1,75 metra,
a więc mamy do czynienia z powierzchnią nie przekraczającą
pięciu metrów kwadratowych.
Niezwykle ciężko jest zrobić w takim miejscu funkcjonalną przestrzeń dla dziewięciolatka
i bardzo ciężko jest zrobić sensowne zdjęcia.
Ile to ja się namęczyłam, ile się nazłościłam wie tylko mój mąż ;-).
Nie lubię nadmiaru rzeczy i staram się ograniczać je w całym mieszkaniu jak mogę.
Jednak mój Syn ma mnóstwo "gratów",
z którymi nie może się rozstać.
Dosłownie każda rzecz staje się Franka ulubioną.
Staram się pozbywać: sznurków, patyków, papierów regularnie w czasie nieobecności dziecka, bo inaczej pokój mojej pociechy utonąłby
w śmieciach.
Dawno już temu zdecydowaliśmy się na zakup łóżka piętowego...
W ten sposób zyskaliśmy wolą przestrzeń w parterze.
I bardzo dobrze, bo jak się okazuje Franek najwięcej czasu spędza na dywanie: to miejsce gdzie wytwarza budowle z lego, gdzie wspólnie gramy, gdzie wycinamy, rysujemy i czytamy.
Rozmiar pokoju wymusił takie, a nie inne położenie łóżka piętrowego.
Stoi ono niemal bezpośrednio przy wejściu.
Napisałam niemal gdyż jest odgrodzone od drzwi wejściowych
krótkim około 60 centymetrowym korytarzykiem.
Poniżej jedyne zdjęcie całości, które udało mi się zrobić...
fatalna pogoda zdecydowanie nie pomagała ;-).
Kiedy mamy do dyspozycji niewielką przestrzeń,
ściany nie mogą pozostać "gołe".
Koniecznie musimy je wykorzystać.
Na naszych ścianach wiszą grafiki, wieszaki, tablice magnetyczne, wykonane przez męża półki oraz półki druciane.
Nasz kącik roboczy już znacie.
Znalazło się w nim biurko, które odnowiłam samodzielnie.
Kosz na zabawki w czaszki,
a całkiem niedawno zawitało w tym kąciku także nowe krzesło.
Wprawdzie nie jest to krzesło dedykowane do biurek dla małych dzieci.
Nie zdecydowałabym się go umieścić w tym pokoju gdyby Franek siedział przy biurku dziennie dłużej niż piętnaście minut,
zadania robi jednak w szkole, a rysuje częściej przy stole w salonie.
Kilka słów o samym krześle.
Krzesło zostało wykonane ze stali,
ma przemysłową formę, a ponieważ już dawno Wam wspominałam,
że chciałabym aby w pokoju dziecka udało się stworzyć klimat nieco loftowy( co się niestety nadal nie udaje ;-))
to wydaje mi się, że w naszym kącie do pracy
krzesło całkiem nieźle się odnalazło.
Pięknie współgra z drewnianym biurkiem, metalową tablicą i ażurowymi drucianymi półkami.
A poza tym styl krzesła zdecydowanie odpowiada mojemu pierwotnemu wyobrażeniu o tej części pokoju, o której pisałam
TUTAJ.
Wtedy chciałam aby w pokoju pojawiło się krzesełko Tolix.
Moje krzesło nie jest wprawdzie oryginałem
ale produktem stylizowanym
jednak jak się nie ma co się lubi
to się lubi co się ma ;-).
Jeśli chodzi o wykonanie absolutnie nie mam mu nic do zarzucenia.
Wykonane jest bardzo starannie, ze względu na swoją wagę jest też bardzo stabilne.
Nie waży jednak na tyle dużo aby 9-letnie dziecko nie dało rady go swobodnie przesunąć i dosunąć do biurka.
Sposób malowania krzesła powoduje, że powierzchnia jest odporna na zarysowania
i niezwykle łatwa w użytkowaniu.
Jeśli chodzi o jego wygodę
to w naszym domu są na jego temat trzy opinie.
Mąż stwierdził, że mało wygodne.
Syn stwierdził, że tak samo dobrze się na nim siedzi jak na poprzednim,.
Ja stwierdziłam, że jest wygodniejsze od krzeseł w salonie ;-).
Tak różne zdania pozwalają mi wysnuć wniosek że ile pup tyle opinii.
Wydaje mi się jednak, że najbardziej obiektywnie o krześle wypowiada się Franek,
bo mężowi memu samo krzesło mało się podoba; ja natomiast jestem totalnie na tak ;-)
Ponieważ jest to krzesełko metalowe i stoi w pokoju dziecka
wpadliśmy na pomysł, żeby dołożyć do niego poduszkę,
która poprawia nieco komfort użytkowania.
więc jeśli macie ochotę sprawić sobie podobne
zapraszam na stronę producenta.
Pod antresolą jest komoda, którą niedawno "przeobraziłam" w szalony, graficzny mebel.
Skrywa ona zabawki Franka.
Cieszę się, że nie musiałam w pokoju upychać ubrań dzieckaa, bo zupełnie nie wiem czy by mi się to udało.
Za to w przedpokoju mamy gigantyczną szafę, która pełna jest Frankowej garderoby.
Mamy także w pokoju półki zrobione na wymiar.
Sprawdzają się znakomicie
ale ja już od jakiegoś czasu myślę, żeby wymienić je
na skrzynki drewniane.
Mam jednak wątpliwości czy takie skrzynki będą w stanie pomieścić wszystkie książki i zabawki, które są w tym miejscu ;-).
Z pewnością z takimi skrzynkami byłoby bardziej klimatycznie.
Chodzi mi po głowie jeszcze osłona na kaloryfer,
(mam już w głowie wstępny projekt)
z drugiej jednak strony widuję na wielu portalach
inspirację z "gołym" kaloryferem żeberkowym.
Całość utrzymana jest w kolorach szarym, białym i czarnym.
Aby nieco ożywić aranżację postanowiłam wprowadzić żółty w dodatkach
(lampa, tekstylia patrz
TUTAJ, skrzynki i komoda o ile można ją traktować jak dodatek).
Nie jest to pokój z katalogu ale z pewnością ma swój styl i
doskonale spełnia wymagania mojego syna.
A ponieważ jest to pomieszczenie, które w naszym domu
ulega najczęściej metamorfozom
nie wykluczam, że wkrótce nabierze
znów innego charakteru.
Pozdrawiam Was niedzielnie i życzę udanego poniedziałku
OLA